Wiersz Taca

Lubię chodzić w kościele z dużą tacą

Słuchać jak dziwnie pieniądz o dno głucho stuka

Gdy ktoś od nawy głównej przepychać się zacznie

Babcia szpilą ukole penitent ofuka

Gdy ktoś pobożny cicho posądzi o chciwość

A pani z parasolem obmówi że żebrzę

Nareszcie mogę widzieć swą twarz nieszczęśliwą

Odbitą z kolorami na wesołym srebrze

A czasem marzę sobie: z tego wzrosną wieże

Kaplice które piękniej przebudować trzeba

A ludzie sądzą dalej że proboszcz z wikarym

Za chodzenie z tacami nie pójdą do nieba

Wiersz Taca