Stok nad Lorną
W mojej wiosce
Lekkie stały się już sny,
Przez wszystkich kochany
Żyję z nimi w mojej wiosce,
I jestem łakomy na cukier;
Po tamtej stronie placu i czerwonej szałwii
Schronił się deszcz
Uwalniane są odgłosy
I szydercza boleść
Której bałaś się z wielką fantazją
Ten błąd dnia
I jego czarny bezbronny wąż
Odkąd wróciłem błyszczą się okna
I jabłka w moim domu,
Wzgórza jako pierwsze jawią się
Na wilgotnym celowniku nieba,
Cała drogocenna woda jest w wiadrze
Cały piasek na podwórzu
I współgrają ze wzgórzami.
Od drzwi do drzwi nawołuje się do kochania
W słodkim spustoszeniu
A jasne słońce pochyla się
Nad kolejną kartką wiatru.
Z tomu Dietro il paesaggio, 1951