Boże, nic nie rozumiem
Boże, nic nie rozumiem. To ma być tak zwykle –
Tylko wyciągnąć rękę i dźwignąć do góry?
Przecież najmniejszy kamyk może przeciąć skórę,
Przecież z tego wołania głos mi schnie i chrypnie…
A Ty każesz milczeniem palić jak płomieniem
I patrzysz na mnie – jakbyś był zdziwiony
Że miałem tyle siły – a nic nie zrobiłem
Że odpoczywam klęcząc – zdyszany, skulony
I łapię oddech w modlitwach zawiłych