Polska poezja

Wiersze po polsku


Wiersz „Widmo”

I Ciemności W niezgłębionych mych smutków posępnej jaskini, Gdzie mię już zamknął wyrok Przeznaczeń surowy; Kędy nie wnika promień wesoły, różowy, Kędy ze mną Noc tylko, chmurna gospodyni; Jestem jak potępieniec przez Boga szydercę Skazany na tle cienia malować – niestety! Kędy – kuglarz grobowe gotujący wety – Warzę wciąż i spożywam własne moje serce. Chwilami błyska, zwiększa się, rośnie na jawie Widmo stworzone z blasków wspaniałych i czarów; Po marzycielskich wschodnich rysach i postawie, Gdy już zwykłego wzrostu dosięgnie rozmiarów, Poznaję ją: ta piękna mara moja senna, To ona! taka chmurna – jednak tak promienna! II Wonie Czytelniku, czyś kiedyś chłonął piersią całą, Powoli i z rozkoszą zapach za kadzielnicy Wyzionięty, gdy ściany napełni świątnicy, Albo torebki z piżmem woń niewywietrzałą Czar głęboki, magiczny, dziwne upojenia, Odczuć w chwili obecnej przeszłość zmartwychwstałą! Tak kochanek, tulący uwielbione ciało, Zbiera zeń w chwili pieszczot rzadki kwiat wspomnienia. Z ciężkich i elastycznych włosów jej gęstwiny, Tej żywej kadzielnicy w sypialni zionącej, Płynął zapach szczególny i odurzający, A czyli aksamity wdziała czy muśliny, Wonią młodego ciała przesiąkłe jej szaty Wydzielały jakoby futra aromaty. III Ramy Jak obraz, choćby mistrza wsławionego, Nabiera blasku od ramy kunsztownej: Wdzięk jakiś dziwny, czar jakiś cudowny, Wyosobniając ją z świata całego Sprawiał, iż sprzęty, klejnoty kosztowne, Złoto – służyły jej rzadkiej piękności, Iż nic nie mogło przyćmić jej jasności, Lecz wszystko ramy dawało stosowne. Rzekłbyś, że czasem jej samej się zdało, Iż wszystko chce ją kochać; śliczne ciało Rzucała w uścisk tkaniny jedwabnej, Nagie, drgające, lub w bielizny puchy, A wszystkie żywe czy wolne jej ruchy Miały wdzięk małpki dziecięco powabnej. IV Portret Śmierć i choroba czynią garść popiołu Z tego płomienia, który dla mnie płonął. Z oczu ognistych i czułych pospołu, Z tych ust, na których jam tak sercem tonął, Z tych pocałunków mocnych jak balsamy, Z uniesień żywszych od promieni słońca – Okropnie, duszo moja! – cóż dziś mamy Co pozostało Szkic, kartka niknąca, Która wraz ze mną samotnie zamiera I którą starzec złośliwy, Czas srogi, Z dniem każdym ciężkim skrzydłem swym zaciera… Morderco chmurny, życiu, sztuce wrogi, W pamięci mojej nie zatrze twa siła Tej, co mym szczęściem i chlubą mą była!


Wiersz „Widmo” - Charles Baudelaire