Wieczory (Nie wystarczy nas…)
Nie wystarczy nas na to milczenie
I płacz za umarłym czasem.
Rosną na ścianie, w ogień schodzą cienie.
Obce przeszły, zostały nasze.
Jak zwierzęta łaskawe u ognia mrucząc
Otulą nas w futro, nim je wchłonie
Noc wargami spalona i sen,
Nim ich nie zdejmą nagie dlonie.
I zamyślenie tylko jest, a łez
Nie będzie, nim się nie odnowi
W ruinach kwiat, a w ciele człowiek
I pod stopami śniegu chrzęst.