Polska poezja

Wiersze po polsku


Wiersz Anioł

Budowałek sobie chatę:
Na me stare lata,
Myślę sobie, przyda mi się
Jaka taka chata.

Komu się tu dziwić, komu?
Jestem gazda z gazdów,
Choć me dziady i pradzlady
Nie mieli pojazdów.

Mieli swoją płóskę ziemi,
Lecz tego za mało
Dla nas wszystkich: podzielili,
Mnie nic nie zostało.

Mieli jakąś chałupinę,
Ale dziatwa mnoga:
Podzielili, na mnie nawet
Nie spadło ćwierć proga.

Powróciłek z Hameryki
Z dłońmi stwardniałemi:
Pobuduję sobie chatę
Na kawałku ziemi.

Lecz to, widać, była chciwość
I niewczesna pycha:
Zło się skrada na człowieka,
Gdzie-li może, czyha.

A Bóg za nim ze swa karą
Idzie wolnym krokiem,
Czasem płacze, czasem wzdycha
Westchnieniem głębokiem.

Ale zawsze robi swoje,
Karze cię i karze,
Bo nie wolno Mu folgować
Człowieczej przywarze.

Tak też było ze mną! Widać
Pycha nazbyt wielka,
Bo na grzeszne moje cielsko
Gruba spadła belka.

Połamała ręce, nogi
I zgniotła ml piersi:
Żałowali mnie sąsiedzi
Ci, co są najszczersi.

Zawieźli mnie do szpitala,
Pomiędzy doktory;
„Będziesz tutaj ginął, bracie,
Boś jest bardzo chory”.

„Będę ginął, to i będę,
Jako tam potrzeba,
Ale myślę, są gdzieś jeszcze
Litościwe nieba”.

Ledwiem rzekł to, gdy w tej chwili
Jasno się dokoła

Uczyniło, nad mym łóżkiem

Ujrzałek anioła;

Białe skrzydła ma u głowy,

Szerokie rękawy

Owiewają świętą postać,

Jak obłoczek mgławy.

Pewnie która z pielęgniarek,

Sióstr pełnych litości:

Jest ich dosyć w tym szpitalu

Dla nieszczęsnych gości.

Cóż do diabla i z snu się budzę

I przecieram ślepia:

Ktoś nachyla się nade mną,

Głowy mej się czepia.

Chłodzi skronie i leciuchno

Przytula do łona,

I powiada: „To ja, chłopie,

Twa baba, twa żona”.


Wiersz Anioł - Jan Kasprowicz