Polska poezja

Wiersze po polsku



Alchemia baniek mydlanych

Ze słomki rozkrajanej na złocistą gwiazdę
wyrasta pierwsza bańka: biała, mętna, nudna,
pęcherz, obwisłe wymię, z ciężką dójką z mydła
która spływa na ziemię w mokrej niknąc plami
Po czym jak ptak zasiada na słomce następna:
zielona i różowa jak zamorska ara.
dłuży się, i ogromna, spłoszona z gałązki,
drży w powietrzu, aż. mydłem pryśnie idąc wniwecz.
Lecz jeśli ci oddechu starczy na dmuchanie,
to z ostatków roztworu pozostałych w słomce
jeszcze jedna wykwitnie – malwowa i złota,
przekreślona krzyżami plalynowych okien.
I już mc nie wydmuchasz – o ile z ust twoich,
przedłużonych tą słomką o gwiaździstych wargach,
nie błyśnie klejnot tęczy, szkiełko chybotliwe,
laramuszka z Murano, niezdolna do wzlotu,
i szeptami zachwytu potrącona – zgaśnie,
w mgnieniu oka skończona… Słomka twoja splunie
w ślad za nią resztką mydła… nadpłynie wspomnienei
…zabawne porównanie… i z nagłym westchnieniem
w wodzie z mydłem zanurzysz słomkę po raz drugi…

Maria Pawlikowska – Jasnorzewska
\”Czas\” 1931 nr 296


1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (2 votes, average: 3,00 out of 5)

Wiersz Alchemia baniek mydlanych - Pawlikowska-Jasnorzewska Maria