Polska poezja

Wiersze po polsku

Wiersz Noc majowa

Osły w koronach zasiedli na trawie –
świetlaki różę całują polną –
a śmierć odmiga się w stawie
i gra piosenkę swawolną.
Efemerydy,
lećcie w tan –
o kwiaty jezior, nereidy!
na multankach w dąbrowie gra Pan.
Efemerydy
lećcie w tan,
lećcie w tan –
miłosnym splotem
objęci
wieczyście młodzi
i święci –
śmiertelnym grotem
przeszyci –

W migliwej sinej fali
złote karasie i płotki,
a cierpliwe zimorodki
patrzą swym okiem ze stali –
a na drzewach stuk czarnych kowali,
wśród jarzębin kraśne krzywodzióbki
i pustułki z oczyma jak hubki –
w świście wesołym i śpiewach
to nad wodą – to latam po drzewach.
Do nocnej hulanki
stworzone w lasach polanki.
Wszystkie ptaszki hołd mi czynią,
bo dziś me śluby z boginią.
I oto nad jeziorem,
stoim w kwieciu purpurowem,
łzy szczęścia lejąc z zachwytem i trwogą,
miłosną płonąc pożogą –
ogień ogarnia te prastare drzewa
i płaczą smolnymi łzami,
a znajoma – z mórz polarnych mewa
aureolą się toczy nad nami.
Ach, szkarłatne pnącze fakirów,
ach, kaktusów gwiaździste królewny,
ach, dwa groby szklanne wśród kirów
i płomień serc naszych powiewny.
Zaszumiał skrzydłami król Gryf
ze swą kochanką Łabedą –
wśród płomiennych rumaków i grzyw
pędzimy z Norn chmurnych czeredą –
a góry pod nami –
a śnieg pianą –
jakby z ziemi wytrysnęły fale –
a dokoła bezmiar szafirowy –
i ogień – i bór – i te sowy,
wpatrzone źrenicą przerażeń,
co pojęła boski szał wydarzeń.
Ale mi łzy płyną gorące,
leśne fauny patrzą na mnie drwiące,
bo ust naszych nie umiemy łączyć,
i jak rzeka do morza się wsączyć –
stoimy w niemej trwodze,
w zachwycie, w krwawej pożodze,
a na rękach oplecionych w kwiaty
sączą się rdzawe stygmaty.
Konające pary jednodniówek
do nóg mych padają z szelestem,
a grabarze czarni mrówek
wloką ich – w kurytarze pod rdestem.
– – – – – – – – – – – – – – – – – – –
Niegdyś błądziłem przez te kolumnady,
co Abderrahman tworzył ukochanej,
w ametystową noc Szeherezady,
gdy w niebiosach płoną talizmany –
– – – usłyszałem ryk osła –
ach, jak rozpaczliwy –
jak flet przedęty, dziki i chrapliwy.
Lecz nigdy w ludzkiej krtani
taka dusza nie wyrosła,
taki jęk potępieńca z otchłani.
Ja z nim nie pójdę w zawody,
lecz wszystkim radzę! –
Efemerydy,
lećcie w tan –
o kwiaty jezior, nereidy –
na multankach w dąbrowie gra Pan.
– – – – – – – – – – – – – – – – –
– – – – – – – – – – – – – – – – –

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (No Ratings Yet)
Loading...

Wiersz Noc majowa - Tadeusz Miciński