Polska poezja

Wiersze po polsku


Wiersz Masoni z rozmaitych sfer

Masoni z rozmaitych sfer wypijają sobie po sto gram
i idą knuć do swoich lóż, i wszystko maja gdzieś,
a ja w gablocie tkwię pod szkłem i grzbiet przekłuty szpilką mam,
i zejść nie mogę ani rusz, choć bardzo chciałbym zejść.
Choć wiercę się, bez przerwy tkwię w pozycji żenującej,
a dookoła roi się robactwo pełzające,
od dziecka te insekty znam, od lat tępiłem je,
nie dałem rady, no i sam trafiłem między nie.
Pod każdym napis, że to ćma, modliszka, komar albo co,
a dalej rząd, gatunek, płeć, czy gzica to czy giez,
z wieloma z nich walczyłem ja, i bardzo sobie cenię to,
bo warto rozeznanie mieć, kto jadowity jest.
Już widzę, jak naukowy świat mnie pod swą lupę bierze:
to zdarza się raz na sto lat, nieznane dotąd zwierzę!
Panowie, ja nie jestem wesz, z całą pewnością wiem,
ja jestem homo, sapiens też, ja przecież dumnie brzmię!
Nieraz mnie życie biło w twarz, nieraz łykałem gorzkie łzy,
lecz zawsze z ludźmi chciałem być na dobre i na złe,
lgnąłem do ludzi, no i masz – wśród glist, pijawek oraz wszy
spreparowany muszę tkwić, choć krew zalewa mnie.
Trzmiel mi do ucha kładzie wprost mądrości swe owadzie,
że widać taki już mój los, i nic się nie poradzi,
słyszę zjadliwy głosik gza i wredny chichot larw:
stawiał się, stawiał, to i ma – jak wszyscy, szpilę w kark!
Co jakiś czas odwiedza mnie współbraci moich byłych tłum,
podchodzą, widzą, że to ja, i cieszy ich ten fakt,
rękami macham, wiercę się, lecz na nic mój daremny bunt,
jeden mnie w plecy szpilką dźga, a potem mówi tak:
– To całkiem prymitywny stwór, tak mówiąc między nami,
dlatego właśnie wisi tu, z innymi owadami,
rozumu tyle w nim, co nic, ot, taki żywy śmieć,
więc będzie tu do śmierci tkwić, eksponat numer pięć…
– Panowie – piszczę-to nie tak, to przecież ewidentny
błąd,
niechże ktoś zorientuje się, podniesie dziki gwałt,
do jasnej ciasnej, jestem ssak, podajcież mi pomocną dłoń,
panowie, błagam, włączcie mnie choć do podgrupy małp!
To nie pomyłka, ani błąd, to rzecz zaplanowana,
bym przerwał swój wysoki lot, bym pełzał na kolanach,
i mam swój chrystusowy krzyż, i nie pomoże nikt,
i chociaż ciągle rwę się wzwyż, tkwię w otoczeniu gnid.
Właściwie szpilka nie jest zła, i nawet da się na niej żyć,
być przyszpilonym – żaden wstyd, i znośnie tu jest dość,
wszak to się lubi, co się ma, po diabła o czymś innym śnić
z kokonem nawiązałem flirt i kręcę z jedną z os…
Ja lubię towarzystwo os, nie śmierdzi od nich psiną,
poza tym podziw budzą wprost kibicią swoją zwinną,
w kokonie nota bene jest coś seksownego też;
popatrzysz, a tu taki seks, że tylko bierz i grzesz.
Ślimak odczuwa do mnie wstręt, a pszczoły, bąki oraz
robactwo wszelkie mają gdzieś i twierdzą, że to chłam,
dokoła pełno głupich mend, wszystko po uszy w gnoju tkwi
a ja kontakty chciałbym mieć z takimi jak ja sam!
Świerszczowi w mordę dałem raz, tak trochę, nie za mocno
a jakieś bydlę, pewnie giez, widziało i doniosło,
szybko zgarnęli obu nas, sprawdzili co i jak,
i wbili nam (świerszczowi też) po nowej szpilce w kark.

pająk wysysa ze mnie mózg, po ciele roją mi się wszy.
a osa pyta kiedy ślub, chce złożyć parę jaj,
niech wreszcie coś się zdarzy już, a potem – choć na szpilki trzy,
trzy szpilki to co prawda grób, lecz grób otwiera raj…
Gablota razem ze mną drży, gdy myślę o rodzinie;
więc szerszeń szwagrem będzie mi – a kto mi będzie synem?
Rodzina to co prawda plus, lecz truteń jako teść?
Pora zmartwychwstać, pora już, by z tego krzyża zejść!
Gdy wróg nam szpilką karki dźgał, wypruwał serce, mózg i nerw,
jakże chciał uciec każdy z nas, jak się w męczarniach wił!
Z jednako obolałych ciał ta sama nam tryskała krew.
hej, bracia, już najwyższy czas zapomnieć, kto kim był!
Za chwilę mnie tu trafi szlag, osądźcie zresztą sami;
ja, człowiek i naczelny ssak pomiędzy owadami!
Kto nas uwolni z matni tej, kto szpilkom radę da?
Hej, żuki wszystkich krajów, hej! Wyrwijmy się spod szkła!
Realizując słuszny cel zaczęliśmy zwycięski bój,
choć osy mają za złe, lecz od dziś rządzimy my!
Z pająków, pluskiew, gnid i pcheł oczyściliśmy światek swój,
muchom kazaliśmy iść precz, wytłukliśmy też wszy.
Powiem wam szczerze, nie ma co, przyjemnie jest być władzą,
i żyje człowiek jak ten lord, bynajmniej nie owadzio;
mieszkanie mam, frykasy jem, gorący biorę tusz
na mojej szpilce zaś pod szkłem ktoś inny wisi już…


Wiersz Masoni z rozmaitych sfer - Władimir Wysocki