Polska poezja

Wiersze po polsku


Wiersz Bóstwo tajemnicze

Jarosławowi Vrchlickiemu

Na chmurnym szczycie góry
Kamienne jest oblicze;
Świątyni kryją mury
To bóstwo tajemnicze.

Składają mu ofiary
Zastępy wiernych sług –
Przez dym kadzideł szary
Poczerniał stary bóg.

Twarz jego skryta w cieniu,
Przyćmiona wieków pleśnią –
I stoi tak w milczeniu,
Wielbiony ludu pieśnią…

Aż nagle… tłum zdziczały
Pożogę wpada nieść,
Chce burzyć ołtarz chwały,
Niweczyć dawną cześć.

Są już w świątyni progu
T łamią wszelki opór,
Groził staremu bogu,
Wstrząsając młot i topór.

Kapłani wznoszą dłonie –
W ich sercach ból i gniew…
W świętości swych obronie
Gotowi przelać krew.

I modły ślą: \”O Panie,
Swej mocy pokaż cud,
Bluźnierców strąć w otchłanie,
Niewierny ukarz lud!\”

I biorą oręż w ręce…
Wtem bóstwo na glos rzecze:
\”Ja dziś mój tryumf święcę,
Więc wy schowajcie miecze!

Nie trzeba mi obrony
Ani cudownych sił:
Niech burzy tłum szalony
Tę postać, którą czcił.

Ja pomsty nad winnemi
Nie daję w dłoń nikomu,
Nie chcę pomocy ziemi
I nie chcę niebios gromu.

Niecił wznoszą swoje młoty,
Rzeźbiony krusząc kształt,
Gdyż boskiej mej istoty
Nie zniszczy żaden gwałt.

W minionych wieków ciągu
Nieraz już ludu złość
Mściła się na posagu…
Cierpiałem gwałtów dość.

I nieraz dzikie zgraje
Wydały mnie pożodze –
A zawsze większy wstaję,
Piękniejszy z ruin wschodzę.

Mnie topór nie powali,
Chociaż rozbija głaz,
Lecz kształt mój doskonali
Każdy zadany raz.

Zniszczenie mnie odmładza
I ogień mnie oczyszcza;
Padając, moja władza
Wyrasta silniej z zgliszcza…

I zgina znów kolana
Przede mną cały lud…
A ciągła ta przemiana –
To mój największy cud.\”

Adam Asnyk
23 kwiecień 1879

Wiersz Bóstwo tajemnicze - Adam Asnyk