Polska poezja

Wiersze po polsku


Wiersz ZAKŁADNICY

Świat

zawisnął

na liczbie

jak na belce dźwigara!

W każdej linie – krzyk pręży się czyjś!

Tylko nas

tylko nas

jak bezcenne cygara

zatrzasnęli

w szkatułkach bez wyjść!

Tylko nas

tylko nas

krągłogłowych i białych

jak żyjące odsetki ich rent

zatrzasnęli

jak w sejfach swoich kas ogniotrwałych

w czarnych domach

tłuc głową

o pręt!

Dzień

przysyła nam co dzień

noc

przemądrą znachorkę

Z wąskich palców tchnie słodycz i chłód – –

Gdzieś

za ścianą

ćmią miasta czarnych tłumów machorkę

w fajkach fabryk

warsztatów

i hut

Długo człowiek na popiół w nich się zwęglał

i błyszczał

Skargą dymu

do nieba się piął – –

Suchym kaszlem

gwałtownym

i chrapliwym

jak wystrzał

przyjdzie kiedyś

wykasłać go

z krwią!

We snach

skaczą

jak szczury

ręce chwytne i krewkie

w deszczu weksli

banknotów

i kart

Wszystkie rzeczy na świecie

mają szorstką podszewkę

z naszej krzywdy

rapatej

jak part

Armia, mrówek nam wszechświat na atomy rozkradła

poznaczyła je:

który i czyj – –

W naszych skrzętnych mrowiskach

nasze domy-widziadła

będą sterczeć już zawsze

jak kij

Za oknami nam huczy wieczny odpływ

i przypływ

szumem kropel

namolnym

i złym

Żmudny kadryl bezmyślny

lat przestępnych i zwykłych

był łańcuchem jesieni i zim

Kiedyż wreszcie

na syren zachrypniętych skowronkach

sfrunie wiosna dla wszystkich na świat?

Na Pawiakach

w Brygidkach

po Łukiszkach

na Wronkach

my czekamy

czekamy

od lat!

Przyjdzie dzień twój –

o tłumie!

i przegródki dni martwych

runą

dane na twardy żer łbom

Wypłyniemy

na falach twoich ramion

i bar twych –

sześć tysięcy Alainów Gerbault!

Będzie w górze

nad nami

migot źrenic

jak w lustrze – –

trzask łamiących się lodów i form

Po cieśninach

zatokach

z najludniejszych w najpustsze

będzie ciskał

i huśtał nas

sztorm

Przyjdzie czas

przyjdzie czas

szale wagi się chybną

Jeszcze rok

jeszcze dzień

jeszcze pół – –

Może nam właśnie

nam

być tą kroplą niechybną

co ciężarem

przeważy ją

w dół – –

W wrzawie obcych protestów

w zgiełku słów byle o czem

zagłuszając ich nicość i czczość

skrwawionymi rękami

w czarne ściany łomocem:

O – otwórzcie!

Otwórzcie!

Już dość!

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (No Ratings Yet)
Loading...

Wiersz ZAKŁADNICY - Bruno Jasieński
 »