Polska poezja

Wiersze po polsku


Wiersz Drogi krzyżowe

Ongi, za dawnych, bardzo dawnych lat,
Gdy jeszcze Wiara przenikała świat,
Gdy Duch, co dziwy niesłychane czyni
Nie służył jeszcze w Molocha świątyni,
Zuchwałej pychy zaślepiony łup,
Szły dzieci Pański wyswobadzać Grób.

Gdy nad polami i nad smugą łąk
Piął się w tryumfie wielki słońca krąg,
Wpatrzone w jasność, te małe dziecięta
Śpiewały chórem: „Zawitaj nam święta
Jerozolimo! W twój daleki gród
Oby nas Anioł jak najprędzej wwiódł.

Gdzieś jest, nie wiemy; lecz mówił nam Bóg,
Że trzeba przemóc tysiąc różnych dróg,
Że przebrnąć trzeba niedostępne lasy,
Zarośla bagien i gór ciemne pasy
I niezmierzone głębie rzek i mórz,
Śpiesząc w kierunku rodzących się zórz.

Tylu nas z rośnych nie powstało leż,
Tylu wir porwał, tylu zabrał zwierz,
Zdziesiątkowani jesteśmy w tej chwili,
A nikt nie zgadnie, ileśmy zrobili,
Gdy nas tak ściga dobra pani, Śmierć,
Drogi połowę, albo tylko ćwierć.

Jedno wiadome, że musimy iść,
Czy kwiat zakwita, czy opada liść,
Czy ciepło spływa z lipcowej przezroczy,
Czy też zaspami śnieg się na nas toczy,

Czy mamy strawy w naszych sakwach dość,

Czy g Łó D przychodzi, nieproszony go Ść.

Siostrzyczkom naszym puchnie biał A twarz,

A one nuc Ą : ” Ty, Bo Ż E, nas karz

Za przepe Ł Nion Ą czar Ę ludzkich zbrodni!

Ledwie si Ę wlok Ą braciszkowie g Ł Odni,

A szepc Ą s Ł Odko: „Ś Wie Ż Y, rajski chleb

Z Jeruzalemskich otrzymamy nieb ” .

Iż By pokusom op Ę Dzi Ć si Ę z Ł Ym,

Tł Um nas, dzieci Ą Tek, wys Ł A Ł go Ń Ce w Rzym;

” Niech nam – rzekniemy – d Ł O Ń twa b Ł Ogos Ł Awi,

Ty Ojcze ojcó W! Pokorni i prawi,

Jedną Ż Ywimy niezmo Ż On Ą ch Ęć –

Zdobyć Chrystusa gr Ó B! Nasz zamiar Ś Wi Ęć” .

Z siwego starca zwię D Ł Ych, smutnych warg

Pop Ł Yn Ął potok nieukojnych skarg:

” C Óż ja wam, dzieci moje, na to powiem?

Z w Ą T Ł Ego cia Ł A policzcie si Ę zdrowiem,

A mo Ż E nawet schwyci w potrzask sw Ó J

Serca i dusze niwecz Ą Cy zn Ó J ” .

Zasię purpurat, kt Ó Ry przy nim sta Ł,

” Pe Ł Ne s Ą – m Ó Wi – starodawnych chwa Ł

Te nasze ksi Ę Gi Ś Wi Ę Te, przecie Ż w Ż Adnej

Nie ma, by dzieciak bojowa Ł bezradny,

To tylko mo Ż Na wyczyta Ć z ich kart,

Ż E i m Ł Odziank Ó W chytry kusi czart.

W tym wszystkim widzę heretycki b Łą D!

Chceszli udzier Ż Y Ć niezachwiany rz Ą D,

Cze Ść swej Stolicy zachowa Ć od sromu,

Ka Ż im w pokorze powr Ó Ci Ć do domu,

A nieposł Usznych – sprawiedliwa rzecz –

Dyscyplinami rzemiennymi siecz ” .

To rzekł… A nam si Ę zdaje, Ż E jest Duch,

Kt Ó Ry rozbija ludzkie gro Ź By w puch,

A kt Ó Ry Prawd Ą przej Ął nasze wn Ę Trze,

Ż E mamy Dzie Ł O spe Ł Ni Ć przenaj Ś Wi Ę Tsze,

D Ąż Y Ć przed siebie w t Ę wy Ś Nion Ą wy Ż,

W r Ę Ku trzymaj Ą C z r Ó Zg uwity krzy Ż.

I tak kroczymy, sł Abych dzieci t Ł Um;

Gó R nam nie straszny grzbiet ni morza szum;

Nie wiemy dzisiaj, kogo z swych czeluś Ci

Dzikiego zwierza peł Ny jar wypu Ś Ci,

Lecz to wiadome, iż E komu Ś z nas

Zabł Y Ś Nie jutro wschodniej zorzy czas.

I to wiadome, iż nie szcz Ę Dzi Ć st Ó P

Temu, kto Pa Ń Ski chce zdobywa Ć gr Ó B,

I Ś Cie Ż Ki swojej nie s Ł A Ć temu Ż Alem,

Na kogo Ś Wi Ę Te czeka Jeruzalem,

I Ż E wbrew ksi Ę Gom Jego k Ł Amnych s Ł Ug

Do pos Ł Usze Ń Stwa prawo ma li B Ó G.

Siostrzyczkom naszym puchnie biał A twarz,

A one nuc Ą : ” Ty, Ojcze, nas karz

Za przepe Ł Nion Ą czar Ę ludzkich zbrodni! „

Ledwie si Ę wlok Ą braciszkowie g Ł Odni,

A szepc Ą s Ł Odko: „Ś Wie Ż Y, rajski chleb

Z Jeruzalemskich otrzymamy nieb! „”

Tak to za dawnych, bardzo dawnych lat,

Gdy jeszcze Wiara przenikał A Ś Wiat,

Wybra Ń C Ó W bo Ż Ych d Ąż Y Ł hufiec m Ł Ody

W te bohaterskie, m Ę Cze Ń Skie zawody,

Ostę Pem szyderstw i krwawi Ą Cych bied

Z oczami w g Ó R Ę wzniesionymi szed Ł.

A kto by dzisiaj chciał powiedzie Ć wam,

Ż E w tym zachwycie by Ł li z Ł Udny k Ł Am,

Ż E poryw Ducha wiedzie na bezdro Ż E,

Ż E li Rozs Ą Dek prawd Ą zwa Ć si Ę mo Ż E –

Kto by z podst Ę Pnym tak u Ś Miechem rzek Ł,

Ten ci jest g Ł Upi i nikczemny cz Ł Ek.

Tchó Rz to i podlec, zap Ł Acony zbir,

Wyznawca cnoty b Ę Karciej, kto mir

Bo Ż Ych or Ę Dzi, zlecaj Ą Cych duszy

Broni Ć krwi swojej, fa Ł Szami naruszy,

Z zakonodawczych wysnutymi kart,

Kt Ó Re napisa Ł Uwodziciel, czart.

Gdy mi te sł Owa cisn Ą si Ę do ust,

Niebo rozwar Ł O sw Ó J orkanny spust;

G Łę Boki przestw Ó R, od brzega do brzega,

Ś Lepa, bezgwiezdna, czarna noc zalega,

Od strony w mroku zatopionych Tatr

Gar Ś Ciami deszczu w Ś Ciek Ł Y sypie wiatr.

Zda mi się prawie, Ż E ca Ł Y ten dom

Wnet się rozpadnie na drzazg Ę i z Ł Om,

Ż E si Ę na g Ł Ow Ę moj Ą dach powali,

Ż E gro Ź Ne j Ę Ki, kt Ó Re s Ł Ysz Ę z dali,

Jakichś upior Ó W przybieraj Ą kszta Ł T

I straszą chrz Ę Stem swych ca Ł Unnych fa Ł D.

O burzo! burzo! uciszż E sw Ó J g Ł Os!

Serce, pragn Ą Ce dawno, by mu los

Zgotowa Ć raczy Ł cho Ć chwil Ę spokoju,

Znowu si Ę szarpie Ś R Ó D twego rozstroju!

Twych bezlitosnych knechtó W widz Ą C huf,

Swe Ś Piewne struny rwie na strz Ę Py zn Ó W.

Wstaję i id Ę w oszala Łą krucz,

Ni czł Ek, kt Ó Rego pozbawiono Ó Cz;

W tem rozkłę Bieniu d Ż D Żó W i mgie Ł ponurem

Ś Cie Ż Yny szukam pielgrzymim kosturem,

Przede mną Rozpacz, wlok Ą C si Ę, jak pies,

Raz po raz szczeknie: ” Daleki nasz kres?! „

Nie wiem i tego nikt nie powie nam…

Od najwcześ Niejszych dni do z Ł Otych bram,

Do jasnych tum Ó W z swoj Ą konch Ą spiesz Ę,

A wci Ąż mi drog Ę zast Ę Puj Ą rzesze

R Ó Wnych mnie Ś Lepc Ó W… Omin Ąć bym rad

Ten zar Ó J p Ł Aczu, ten Ż Ebrz Ą Cy Ś Wiat!

Ale nie mogę… Potykam si Ę wci Ąż ;

Pocieszam siebie: D Ążż E naprz Ó D, d Ąż!

Mo Ż E w twe krwawopuste oczodo Ł Y

W Ś Lizgnie si Ę jeszcze jaki Ś blask weso Ł Y,

Mo Ż E gdzie znajdziesz wrz Ą Cy Ż Yciem dach,

Nie sam Ą tylko martwot Ę i strach…

Macam po krajach grzą Skich, Ś Liskich dr Ó G;

Dr Ę Twiej Ą Ś Ci Ę Gna trz Ę S Ą Cych si Ę n Ó G,

Gdy mnie ju Ż do cna trudy te zw Ą Tli Ł Y,

O pie Ń si Ę opr Ę, by zaczerpn Ąć si Ł Y –

O l Ę Ku l Ę K Ó W! O ty dr Ż Enie dr Ż E Ń! –

O szubieniczny opar Ł Em si Ę pie Ń…

Krew się strugami leje do mych st Ó P…

Ten m Ó Wi: ” Nie r Ó B tego! ” Tamten: ” R Ó B! „

Ten b Ł Aga: ” Nie czas, bracie, rwa Ć si Ę z no Ż Em!

A tamten wo Ł A: ” W Przeznaczeniu bo Ż Em

Jest napisano, ż E przysz Ł O Ś Ci wa Ł

Ten tylko zdobył, kto krew drog Ą la Ł! „

A wś R Ó D tych z Ł Ez i krwi zrodzonych m Ą Tw

Krzyki wzajemnych oskar Ż E Ń i kl Ą Tw.

Oszale Ć mo Ż Na z bolu! W tej rozterce

Niechby przesta Ł O bi Ć ju Ż ludzkie serce,

Niechby si Ę w wn Ę Trzu spopieli Ł i zmar Ł

Wybuchaj Ą Cy ten mi Ł O Ś Ci Ż Ar!

W rę Ku si Ę Ł Amie m Ó J pielgrzymi kij –

Poch Ł O Ń mnie, nocy! Dmij, wichuro, dmij!

Wszystko mi jedno, czy stan Ę na stra Ż Y

Tego, co Ż Yciem i Ś Mierci Ą si Ę wa Ż Y,

Gzy te Ż w samotny, zachwaszczony d Ół

Z Ł O Ż Y swe ko Ś Ci ten, co tylko – czu Ł…

Nie wiem, jak dł Ugo szed Ł Em – c Óż ja wiem?

I ty, co dobrem winem czy też z Ł Em

Umę Czonego Ś napoi Ł w Ę Drowca,

Lub złą czy dobr Ą Ś Cie Ż K Ę Ś R Ó D manowca

Wskazał E Ś krokom jego, c Óż ty wiesz,

Mó J przyjacielu?… K Ł Amstwa si Ę li strze Ż!

Moż E li chwilk Ę szed Ł Em, mo Ż E rok,

Mo Ż E lat tysi Ą C – niewielki to skok

Dla dusz, co takie widzia Ł Y m Ę Czarnie,

Ż E wiek Ó W przysz Ł Ych rozum nie ogarnie

Ohydnej prawdy: skazano na skon

Nar Ó D, bogaty w m Ą K ofiarnych plon…

Powoli wichr się uspokaja Ł. G Łą B

Niebios, wal Ą Cych sw Ó J ci Ęż Ar na zr Ą B,

Na zadyszanej ziemi mglisty kraniec,

J Ęł A powoli si Ę przeciera Ć ; taniec

Potwornych chmur-olbrzymó W pierzchn Ął w dal,

Nie pierzchn Ął tylko smutek, nie znik Ł Ż Al.

Widzę, Ż Em stan Ął Ś R Ó D Krzy Ż Owych Dr Ó G –

Znam ci t Ę miedz Ę, znam ten pola smug;

Tu pod t Ą cich Ą, bia Łą Bo Ż Am Ę K Ą

Niegdy Ś ch Ł Opi Ę C Ą Ż Egna Ł Em si Ę r Ę K Ą,

Tutaj na s Ł O Ń Ca wschodz Ą Cego cze Ść

Rozkosznie by Ł O hymn poranny wznie Ść.

Tu po raz pierwszy zapatrzony w ł An,

Począł Em wierzy Ć, Ż E zbo Ż Om jest dan

Ten sam, co ludziom, Duch i ż E przed wieki

Wypł Yn Ął z Boga wraz z t Ą fal Ą rzeki,

Ż E tylko cz Ł Owiek, zbyt pewny swych praw,

Drzewo odgrodził od siebie i staw.

Tu – b Ł Ogos Ł Awion niechaj b Ę Dzie ten

Z gwiazd pa Ł Aj Ą Cych wysnowany sen! –

Tum Ś Ni Ł, i Ż Ż Ycia tworzy fundamenty

Li sprawiedliwo Ść, Ż E b Ę Dzie przekl Ę Ty

Dzie Ń, w kt Ó Rym przemoc, siewca trwogi, zb Ó J

I z Ł Y niszczyciel, top Ó R schwyci sw Ó J.

Tu – szumi jeszcze tej topoli szczyt –

Marzy Ł Em kiedy Ś, s Ł Aby ludzki byt,

Ź E gdzie zabrak Ł O stalowych paw Ęż Y,

Miecz Ó W i w Łó Czni, tam S Ł Owo zwyci Ęż Y,

Ż E, Ś Piewnej ziemi nieodrodny syn,

Mo Ż E w swej pie Ś Ni wielki zakln Ę czyn.

A dzisiaj… Kto wy? i doką D? i sk Ą D?

Bose i n Ę Dznie ubrane, w ten m Ą T

Niepewnej chwili idziecie, w zawiej Ę – :

Ledwie ucich Ł A, zn Ó W si Ę rozszaleje!

Patrzcie! Kroplami nie wyschnię Tych ros

Ocieka jeszcze z tej burzy m Ó J w Ł Os…

” My ze wsi twojej – odpowie mi t Ł Um

Dzieci, pł Yn Ą Cy, jak olchowy szum

W przestrzeń jesienn Ą ; – tamci z dalszej strony,

Ci od jeziora, gdzie są Dziwo Ż Ony,

A tamci nawet aż od morskich w Ó D,

Gdzie miał si Ę zapa Ść kryszta Ł Owy gr Ó D.

Ż Aden przed tucz Ą nie chwyta nas l Ę K,

Tylko ł Oziny krzak na deszczu zmi Ę K Ł!

Cóż nam, m Ł Odziankom bo Ż Ym, dzi Ś si Ę stanie?

Ty, któ Ry Ś cierpia Ł rany, Chryste Panie,

Wiedź nas, gdy Ś kaza Ł tymi drogi i Ść,

Jak woda w rzece, jak ten z wierzby liść.

Wiemy, ż E wielki jest na Ś Wiecie k Ł Am

I Ż E ze serca pragnie wydrze Ć nam

Gor Ą C Ą wiar Ę w Ś Wi Ę Te Jeruzalem,

Gdzie trzy Maryje nios Ł Y ma Ś Ci z Ż Alem,

I Ż nazbyt ci Ęż Ki jest grobowy g Ł Az,

Pod kt Ó Rym spocz Ął Ten, co zbawi Ł nas.

A On zmartwychwstał… Chcieli Ś My t Ę wie Ść

Tak, jak umiemy, po tych polach nie Ść,

Ale s Ą ludzie bez Pa Ń Skiej boja Ź Ni,

Kt Ó Rzy nas bij Ą, zamykaj Ą w ka Ź Ni,

Kt Ó Rzy nie mog Ą doliczy Ć si Ę r Ó Zg,

By ku swej prawdzie nak Ł Oni Ć nasz m Ó Zg.

Juś Ci Ć nie wiemy, jaka prawda jest

T Ą albo inn Ą ; a przez krwawy chrzest

To najprawdziwiej sta Ł O si Ę wiadome,

I Ż E niesyt Ą na dusze oskom Ę

Mają szatani i Ż E ten jest Ż Yw,

Kto stł Umi Ł w sercu swym szata Ń Ski wp Ł Yw.

I tak pró Buj Ą nas kusi Ć, i tak;

Od tych udr Ę Cze Ń, od tych ci Ą G Ł Ych plag

Siostrzyczkom naszym bia Ł E puchn Ą twarze,

A braciszkowie nasi tak w tej karze

Strasznej os Ł Abli, Ż E po Ś R Ó D tych dr Ó G

Ledwie ud Ź Wign Ą ci Ęż Ar w Ą T Ł Ych n Ó G.

Ale się wlok Ą… Bo c Óż czyni Ć, c Óż,

Kiedy nam w wn Ę Trzu szepce Anio Ł – Str Óż :

” Poganin zaj Ął dzisiaj Chrystusowy

Gr Ó B w Ziemi Ś Wi Ę Tej; b Ą D Ź ka Ż Dy gotowy!

Skarb, kt Ó Ry ojce wypu Ś Cili z r Ą K,

Wy macie odbi Ć przez Ofiar Ę m Ą K ” .

I tak idziemy… Chceszli z nami? Chodź,

Biedny w Ę Drowcze!… Ty za Ś, tylekro Ć

Smagany Jezu, sprawiedliwy Panie,

Oka Ż nam wszystkim boskie zlitowanie,

Wpu Ść nas w swe niebo, w sw Ó J s Ł Oneczny Raj.

I kat Ó W naszych na sw Ą Ł Ask Ę zdaj! „

O hań Bo wieku, co przysz Ł O Ś Ci l Ą D

Zalewasz morzem krwawym! Gro Ź Ny s Ą D

Wyda na ciebie Duch, szerz Ą Cy ognie

Sprawiedliwego wymiaru! On – Ć pognie –

Z bolu ty w Ó Wczas, podeptana, warcz –

Tw Ó J miecz bezprawia, twojej pychy tarcz!

A wy, dziecię Ta ch Ł Opskie! Ja, wasz brat

Pewnie Ć najbli Ż Szy, pragn Ę, aby Ś Lad

Waszej Kalwarii, twardy i daleki,

B Ł Ogos Ł Awiony by Ł po wszystkie wieki,

By na filarach waszych mę Stw i ch Ł Ost

Opar Ł si Ę zbawczy nad przepa Ś Ci Ą most!

Kto by zaś kiedy chcia Ł powiedzie Ć wam,

Ż E w tej ofierze by Ł li z Ł Udny k Ł Am,

Ż E poryw Ducha wiedzie na bezdro Ż E,

Ż E li Rozs Ą Dek prawd Ą zwa Ć si Ę mo Ż E –

Kto by z podst Ę Pnym tak u Ś Miechem rzek Ł,

Ten ci jest g Ł Upi i nikczemny cz Ł Ek.

.

Tchó Rz to i podlec, zap Ł Acony zbir,

Wyznawca Cnoty b Ę Karciej, kto mir

Bo Ż Ych or Ę Dzi, zlecaj Ą Cych duszy

Broni Ć krwi swojej, fa Ł Szami naruszy,

Z zakonodawczych wysnutymi kart,

Kt Ó Re napisa Ł Uwodziciel, czart.


Wiersz Drogi krzyżowe - Jan Kasprowicz