Wiersz Dzikie dzieci

Jesień w kościele Jeszcze nie grzeją Zimno

Stoję przed krzyżem koloru zakalca

Wypłukane do żywego metalu – milionem dotyków –

Stopy Chrystusa są zziębnięte jak poręcze

W porannych autobusach

Do kościoła wchodzi dwójka dzieci piszcząc

Styropianem znalezionym obok sklepu meblowego

Kończą jeść słonecznik Zamykają poitną

Jakiś brzydki kawał i icichną

Zatrzymując się przed Chrystusem

Nagle dziewczynka z tłustymi włosami i

Napuchniętymi węzłami chłonnymi podchodzi

Do Chrystusa i zaczyna Go łaskotać

W kierunku od pięt do najmniejszego palca

Chłopak melduje o wyrazie twarzy łaskotanego

Nie wiem dlaczego ale podchodzę do nich i

Już razem łaskoczemy różnymi technikami

Zmarzniętego Boga Odczekujemy chwilę i dalej

Postanawiamy robić to tak długo

Aż coś się zmieni

Czekamy nie mówiąc do siebie

Nasłuchujemy

Czekam

Nasłuchuję

Wiersz Dzikie dzieci