Polska poezja

Wiersze po polsku


Wiersz Poloniusz do Kleukosa – w Idy

Każdy z nas ma tu swój kawałek ziemi
lub chociaż miejsce,
gdzie można zapraszać zmarłych.
Ale żyje się tu nędznie – z dnia na dzień.
Ludzie wyzuci z wiary stoją w kilku kolejkach naraz..
Wierz mi, bogowie zamilkli chyba na zawsze;
ognie święte przeszły wilgocią zabobonu.
Zgliwiałe chorągwie, proporce i godła
zwisają bez życia z wyszczerbionych murów miasta.
Jeszcze tylko agora tętni krokami przyjezdnych,
ale oni tylko na moment wchodzą w nasze losy,
i wychodzą bez słowa.

Wielkie idee,
o tych nikt już nie wspomina
bojąc się kpiny, i posądzenia o stronniczość
umierają bez słowa.
Zwykłe prawdy wyśmiewane są
lub przemilczane; tak jest bezpieczniej –
nie wychylać się z szeregu.
/Pamiętasz jeszcze rzeź hoplitów pod termopilami
spalone floty u wrót hellady i zgliszcza rzymu/

Ludzie wolni coraz częściej oddają się
w niewolę własnych przyzwyczajeń i nałogów.
Wypierają się pamięci, oszukują siebie,
by budować chwilowe wieże z piasku i
udomowione łuki triumfalne.
Tak tu płynie codzienność Kleukosie zwana
cudem życia.

Filozofowie omijają nas z daleka,
szkołę perapatetyków zamieniono
na hospicjum; hedonizm
dogorywa w bandażach
przyśpieszonej starości.
Tylko czas jak jak już ci pisałem
wyprzedzając nasze kroki
zostawia głębokie ślady na piasku.

Może ktoś odnajdzie kiedyś
w skorupach tego dzbana
moją pieczęć i spis inwentarza.

Haron spóźnia się;
styks płytki o tej porze, i nie wiem
czy zdążę przepłynąć na drugi brzeg
by pozdrowić Kybele na moście…

Z powiekami na których obol
odcisnął krajobraz dzieciństwa
przywitam znowu matkę i ojca.
ponownie tylko po stronie
zachodzącego słońca.

5.04.05/8.09.08

Wiersz Poloniusz do Kleukosa – w Idy - Leonard Kamiński Gabriel