Polska poezja

Wiersze po polsku


Wiersz Ulice

Nie wiem czy chodzą zgodnie z ruchem wskazówek
lecz nakręcone rzadko się spóźniają.
Niektórzy ludzie regulują według nich zegarki.
Najczęściej po pracy odpełzają w kierunku cienia.
Na ich miejsca przychodzą potem nowe ulice.
Niektóre zostają tam już na zawsze.
(Starte do granic wytrzymałości próbowały
dojść do siebie. Niekiedy były już bardzo blisko
na wyciągnięcie ręki).

Na ludzi zwracają uwagę tylko wtedy
gdy ci nadepną im na odciski.
Innych się po prostu boją więc schodzą im z drogi.
Nigdy jeszcze nie próbowały stanąć na równych nogach.
Zwykle odkładają to na później kiedy te odmówią im
posłuszeństwa. Potrafią godzinami
leżeć z otwartymi oczami ale tylko do czasu
kiedy ktoś im wpadnie w oko. Zazwyczaj wszystkie
są egoistkami więc poza sobą nie widzą nic innego.

Znam także ulice które nie wysuwają się na pierwszy plan.
Usunięte w cień pracują w nocy.
Podobno mają tak bujną wyobraźnię że
prawie zawsze ktoś się o nią potknie.
Dziwią się temu że ludzie nazywają ją wybojami.
Od tego czasu są częściej rozkopywane.
Oskarżają nas tym samym o mieszanie się w ich życie
wewnętrzne. Najbardziej boją się asfaltu.
Po prostu umierają ze strachu lub zakopują się w piasku.
Później od początku ziarno po ziarnie przeciskają się
na powierzchnię.

grudzień 1977


Wiersz Ulice - Leonard Kamiński Gabriel