Polska poezja

Wiersze po polsku


Wiersz Kain



KAIN

Wyszła mi z boru — w złocie warkoczy

z twarzą indyjskiej Bogarodzicy

w błękitnych iskrach — w srebrnej przeźroczy

nadksiężycowej wiesczczka świątnicy…

Ach, rozkochały się w niej moje tęskne oczy

ach, — i zabrzęczał mi łańcuch mej ciemnicy.

Jak wulkan krwawy w łonie Arymana,

jak Samum, gdy się wichrami rozuzda

tak we mnie otchłań — gwiazdami przetkana

leciała w państwo słoneczne Ormuzda.

Ach, rozkochały się w niej moje tęskne oczy

ach, i zabrzęczał mi łańcuch mej ciemnicy.

Nie wzbraniał mi jej smok, żelazna wieża,

zdradny labirynt ni królewskie ramię

miłość zwycięży wszystko — wszystko złamie

ale nie miłość druga do pasterza.

Wiec Śmierć przyzwałem — i śmierć odtąd żyje

i wszechświat cały grobowcem przywarła

— — — czuje mdły powiew

— — w oczeretach gnije

z tęsknoty — u nóg mych — umarła.

Na pustej trzcinie rozpiąłem jej włos

nad śniącą rzeką schyliły się drzewa

wiatr cicho płacze — ptak mogilny śpiewa

to los mój — los!…

głębiny tajne pruć

milczenia głuche mącić

jako stracona lódź

od brzegu się odtrącić

mieć gwiazdy — gwiazdy rzucić

i tylko piosnkę nucić

to los mój — los!…

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (No Ratings Yet)
Loading...

Wiersz Kain - Tadeusz Miciński