Polska poezja

Wiersze po polsku



Erotyki

UCZĘ SIĘ

Uczę się Twoich oczu
Włosów, rysunku dłoni
(bawełnš spiętych)
Odkrywam ciepło tętnic Mózgu
Przelewajšcych Do
Krwi wzburzony oddech.

Czuję, Jak
Uœmiech niknie Z
Kolan w bólu majšcym smak
Cierpkiego bzu. W
Kołysaniu bioder wyczuwam ciało
Wyładowaniu bliskie, zachwytem krtani
Poczęte, w stężeniu mięœni uparte,
Szczeroœciš zębów przebudzone.

Nie jesteœ idolem Z
Filmu o królewnie, Ani
Kopciuszkiem uszczęœliwionym bajkš.
Bo uczę się Twoich ramion,
Piersi, brzucha, A
Kiedy już utrwalę w pamięci
Emocjonuję odruchy, powracam do rzęs.

Kształtem mojej wyobraŸni jesteœ, Gdy
Obłoki odchodzš I
Spinkę gubię, Od
Koszuli, którš lubisz.
( z tomiku „ Helskie Pory Roku” ) )

ZBLIŻENIE

Dlaczego pytasz o deszcz?

Nic nie zostało z kropel
Chmury też odbiegły

Zmierzchem
Zamyka dzień popołudnie.

Opór zachodzšcego słońca
Pokonałaœ zamknięciem powiek,
Myœl zatrzymała się Na
Banalnym zbliżeniu ust.

Dotyk wyjaœnił wszystko.
( z tomiku „ Helskie Pory Roku” ) )

DORZECZNOŒĆ CIEBIE

Niedosyt Ciebie – Jest
Dorzecznoœciš faktu. Ależ
To œmiesznie brzmi, Jakoœ Tak
Sztucznie, niepewnie, nieprawidłowo Po
Polsku.
To ma być wiersz?
Zastanawiajšce, Jak
Łatwo uwierzyć słowom, Czy
Zawikłany sens zapamiętujesz lotem trzmiela?
Mówisz – nie wierzę w „Carpe diem”
Nie liczyłam, nie pamiętałam, nie sšdzę itp.
To nie tak.

W i e s z? Właœnie to, Jest;
Utrwalaniem powiek, skóry, ust.
Tak naprawdę problemu gordyjskiego
Nie rozcišł miecz Damoklesa,
Uczynił to Aleksander Macedoński.

Może jest, gdzieœ W
Głębi wzroku ukryte dno doznań, Wobec
Których – Ż y c i e – To
Nędzna imitacja Bytu.
OdejdŸ więc-nie licz Na
Mnie, nie oczekuj na cud.
To mówiš palce – czujšc oddech, Tak
Przenika ciepłem dreszcz dłoni. Tak
Mija kolejna minuta
Dotyku poetyckiego œwitu.
( z tomiku „ Helskie Pory Roku” ) )

RACHUNKI

Kiedy
Połšczš się plus Z
Minusem
Dwa œwiaty W
Jednym cieniu

Wielokrotnoœć W
Jednoœci
Niespełnienie W
Spełnieniu-

Sumš będzie Nie-
Skończonoœć miłoœci.
( z tomiku „ Helskie Pory Roku” ) )

MUZYCZNE KROPLE

Zapas utraconych złudzeń, Tyle
Znaczy co Nic.

Cóż otrzymasz z krwi, Jeœli
Wykrzepnie – surowicę nagi płyn
Lepiej ja użyć Do
Przyœpieszenia oddechu, Gdy W
Tobie jeszcze goršca I
Zdolna myœl głęboko dršżyć Do
Zapomnienia, kochania, do kresu
Sił.
Nie wzruszy wyobraŸni dotyku
Obraz, jeœli W
Otwartych dłoniach zamknie
Przebudzenia dreszcz

Najważniejsze To
Chcieć. Dodaj odwagi palcom
Szczyptę nadziei przyklej Do
Rzęs I
Pieœń ustom podaj, Jak
Nuty zapomnianej melodii
Spadajšc z dachu W
Rynnę wydzwonił deszcz.
( z tomiku „ Helskie Pory Roku” ) )

TUTAJ

Czy pamiętasz Jak
Wiatr, rozszarpywał zielonoœć liœci
Jak szarpał beztrosko harmonię drzew, Jak
Łkała Noc, przerażona
Płaczem chmur…

Nie pamiętasz

Nie pamiętasz, Bo
Wędrowałaœ po gwiazdach, W
Ciemnym kręgu Nieba
Zniewalajšc przestrzenie snu.

Wracaj-prosiłem
Wracaj. WeŸ W
Dłonie przyœpieszony
Oddech I
Drżšce usta, Wracaj TU. Bo
Kosmos, To
Niewymierzalny sznur ciemnoœci, A
Ja Jestem.
( z tomiku „ Helskie Listopady ” ) )

LEKCJA ANATOMII

Czy akceptujšc Wejœcie-
Zgadzasz się Na

– Zwyczajowy wstyd
– Napięcie ust
– Długi bezdech
– Ruch niecierpliwej dłoni?

Bo zanik wysokiego „C”
Przechodzšcego W
Alt, to tylko œwist powietrza.

DŸwięk kontrastuje Z
Harmoniš Twoich ust
Lękiem O
Jutrzejszy œwit Z
Nie domalowanš powiekš
Podwiniętš rzęsš,

Pulsowaniem skroni…
( z tomiku „ Helskie Listopady ” ) )

SZARADA

Być kochanym. Cóż
Wynika z tych słów, Jakš
Treœć przypisać drżeniu
Palców, oczekiwaniu skóry
Magii wzroku? Czy

Być Tym Wybranym, Do
Którego myœl wraca rytmem
Wiersza, treœciš deszczu I
Snów

Rozwišzywaniem kwadratury
Koła, Które
Obraca twoim i moim Czasem
Nie rozliczajšc Bólu. Czy

To oznacza BYĆ?
( z tomiku „ Helskie Listopady ” ) )

RETRORADIOTELEGRAM

Dokšd idziesz
Kołysaniem liœci
Pluskaniem wody
Intensywnoœciš żonkili
– dokšd

Popatrz
Kropelkami nut deszcz
Zapisał na piasku melodię
Zanuć ze mnš – Zapamiętaj
Rozœpiewanie ptaków
Sens słów
Westchnienie œwitu
Może warto?
M I J A N I E – To
Przeciwnoœć kierunków
Krzyk zerwanej struny W
Maksymalnym rzucie energii

Czy To wystarczy na Życie?

Zaprogramowanš kartę Uczuć
Oddaj Cyborgom, Jeżeli
Nie potrafisz odczarować
Kosmicznej czerni, Po prostu
Wróć!
( z tomiku „ Helskie Listopady ” ) )

TROCHĘ LIRYKI

Biorę Ciebie znieczulonš
Głębokim snem, bezwolnš Na
Dotyk i dŸwięk
Biorę powietrze W
Płuca, wdycham Twój Tlen
Łykam œlinę Jak
Pies w niewoli
Wsysam pierœ W
Zęby czekam Na
Jęk…
Morderca – słyszę – kat; A
Za chwilę; Kochaj Jeszcze
Bierz całš.
Niby wołasz pomocy, Choć
Nie odpowiada Nikt
Pusto I
Już nie boli. To
Podœwiadomoœć Z
Gwałtownoœciš pirata
Dławi uczuć sznurem I
Wiesza w lustrze. Jej
Siłš jest energia Milczenia
Œlepota obyczajów, mur zasad Ze
Słów i praw Chemii Albo
Fizyki. No
ChodŸ, przytul Jeszcze
Nie bój się „brutalnoœci żył”
Już dobrze, dobrze, cicho, spij.
Łzy To
Œmiesznoœć, niemodny styl
Otwórz mała dłoń – może zostało W
Niej trochę liryki?
kwiecień’85
( z tomiku „ Helskie Listopady ” ) )

PIESZCZOTA
Joannie J.
Gdybyœ była Bałtykiem
Miałbym nadzieję Na
Dotyk i słony smak ust.
Czasem pieœciłbym przybrzeżnš falę
Zanurzajšc W niej dłoń Jak
Grzebień w twoje włosy.

Chłonšłbym do płuc wiatr
Mgłę niosšcy – marzšc, Że
Z krwiobiegiem znajdziesz drogę Do
Serca.

Zimš odwracałbym się plecami, Aby
Nie czuć chłodu morskiej bryzy, A
Czasami przekornie moczył nogi
Wirusom umożliwiajšc goršczkę Poezji.

Nie wiem, Czy
Lubiłbym Cię wiosnš, Bo
Kaprysy chmur W
Zawirowaniach powietrza I
Podmuchach burz Ÿle działajš Na
Mojš pogodę ducha.

Latem pieœciłbym Cię całš
Wcierajšc delikatnie rozgrzany piasek W
Najtajniejsze zakštki. A
Jesieniš?

Cóż – jesieniš słuchałbym opowieœci
Bursztynu, spływajšcego z drzew W
Innych Erach.
Twoje zachłanne d a w a ć i b r a ć
Zapamiętuje każdym odruchem palców

Chociaż wiem, Że
Twego œwiata nie zmienię wierszem I
Nie odwrócę biegu minionych chwil,
Myœlę
„M o r z e” To Zrozumiesz…
( z tomiku „ Jesteœ morze ” )

ANATOMIA MIŁOŒCI

Jeœli dotyk sprawia radoœć skórze
Mięœnie wprowadzajšc W
Drganie
Gładkoœć dłoni koi ból, A
Krew kršży w kierunku marzeń
Znaczy, Że
Jesteœ bliski Absolutu
…a może tylko drań?

Odczuwasz szczeroœć palców
Napięcie nerwów, I
Bez myœlowego skrótu rzeczy
Nazywasz Po
Imieniu – jasnoœć jasnoœciš
Czerwień barwš
DŸwięk głosem nadziei.

Wštpliwoœci zniknš przybliżajšc
Ideał Jako
Rodzaj faktów dokonanych;

Milczenia W Krzyk
Ciszę W Grzmot – Jak

Przepowiedziano!
( z tomiku „ Jesteœ morze” )

POŻĽDANIE

Nie spełnianie się marzeń To
Rzecz jakby zwyczajna
To zamknięty Za
Wystawowa szybš Zbyt
Drogi obiekt, œmiejšcy się
Obleœnie jak błazen Z
Dokonanego psikusa.

Sny spełnia tylko wyobraŸnia.
Dotyk wprawia W
Drżenie każdy nerw. Gdyby
Się dokonało zostałby niedosyt, A
Jest tylko iskra rozpalajšca wzrok
Nuta nie zagranej melodii
Oszołomienie, Które mija.
( z tomiku „ Jesteœ morze” )

KONCERT NA
ODROBINĘ CZUŁOŒCI I
ŒWIERSZCZE
Małgosi P.
Jesteœ Jak
Dojrzały owoc jesieni Nie
Dosycona barwami uczuć.
Poczštkiem A
Może końcem fantazji
Łšczšcym nieœmiałoœć słońca
Oplatajšcego promieniami liœcie
Drzew W sieć Babiego Lata.

A może to tylko złudzenia?

Drobny ruch brwi, drgnienie powiek,
Uœmiech – obiecujš wszystko A
Za chwilę nie znaczš NIC.

Bo przecież istniejesz tylko Na
Odległoœć dotyku, nieuchwytna Jak
Skowronek zawieszony nad łškš, Jak
Nie odnaleziony jeszcze, pokryty
Leœnym mchem, rudawy rydz.

Nie wierzysz, Że
Znamy się wiele lat
Nie wiedzšc o Tym, Dlatego
Tak trudno mi przekroczyć barierę
Lęku, Aby
Zakończyć grę zdecydowanym;
Szach i Mat. A
Przecież wystarczy, Że
Odpowiesz odrobinš czułoœci, Aby
Radoœć wypełniła myœli, A
Konik Polny – zwyczajny œwierszcz
Skrzydłami zagrał pieœń Mozarta, Której
Nuty Z
Liœci „Buskiego” kasztana ułożył Na
Parkowym trawniku wrzeœniowy wiatr.
Busko-Zdrój ’99
( z tomiku „ Jesteœ morze” )

PIOSENKA

To tylko gest, Po
Prostu czeœć, To
Nie jest zakłamanie, Tak
Czasem jest
Kończy się pieœń W
Tytule; Oczarowanie

Było mi żal,
Kanapki, drink, Ale
Się zdecydowałem.

Wybacz ten styl
Nuda I spleen
Odchodzę-
Zwyczajnie zerwałem.

Nie pisz, Ja
Wiem, byłem złym snem.
Być może Trzeba
Przeczekać
Czułem się Ÿle, Jak
Ptak we mgle,

To prawda, Że
Trudno zrozumieć
(drugiego) Człowieka.
( z tomiku „ Jesteœ morze” )

LISTY PO-EROTYZUJĽCE

1.
Czekałam długo. Niestety. Jeden,
Potem drugi kieliszek, dno…
Proza

Zapytasz po co? Na
Kogo. Otóż To.
Męska intuicja To banał.
Naiwne pytania, podniesiona brew
To „POZA”. Wiem. Cholerny kłam.
Nie rozumiesz kobiety!

Po prostu musiałam. Głoœno Nie
Potrafiłam, więc piszę, Że
NA CIEBIE!

Morze, powietrze, las
„Zapach Niebieskich Migdałów”
Po Juracie błška się SAM.
Banalne strofy raniš księżyc,
Cierń zazdroœci serce, ręce szkło.

Przyroda-przygoda, psychiczny amok
To wszystko.
Więc czego chcę jeszcze?
Cóż. Jeżeli…To wróć…

Wiem, to niemożliwe. Wbrew
Pozorom jestem realistkš, Ale
Nie rezygnuję

2.
Nie spełniłeœ oczekiwań Drogi
Staruszku, kochanek Z
Ciebie mierny
Więcej dziewczyn nie podrywaj
– Pozostań wierny żonie. ONA
To musi zrozumieć,

Chyba już wiesz Dlaczego
Nie było mnie wczoraj. Cóż
Temperamentu nie tłumię – Zresztš
Ty też – tyle, Że
Mało umiesz.

To nie dla mnie tradycyjny styl!
Resztę spotkań odwołuję!
Nie jesteœ Buffalo-Bill – Niestety.
Było mi to potrzebne Jak
Choremu tlen. Teraz spalam się
Sama, w ogniu krwi.
Nie interesuje mnie Super Man
Sorry – nie zrozumiesz kobiety

3
Piszę Do Pana-proszę pana, Bo
Mnie doprawdy wstyd.
Jakoœ tak œmiesznie się pan Za-
Chował. Trochę mi pana żal…

Skšd ten ton? Dziwię się sama. Ale
Ja(proszę pana) mam dopiero
Piętnaœcie lat; A
Pan? Lepiej nie pytać… siwa skroń,
Skleroza nie tam gdzie trzeba – co?
Ale tupecik (swoja drogš) To
Ja mam. Aby
Więc niezupełnie Jak W
Starej piosence Młynarskiego
„Rurki z kremem we włosy nie wcisnę”
Nie podrę i nie wyrzucę Zaproszenia Na
Kanaryjskie wyspy – Tylko odsyłam.

Pan się uœmiecha?
Panie. Picasso to Pan nie Jesteœ!

To po prostu wstyd, Aby
Pan, z takim autorytetem I
Na stanowisku…Ja (proszę pana)
Pana córkę znam, koleżanka z klasy.

Pan mi proponuję „Dionizyjskš Noc”
Jak tak niezupełnie wiem Co
To znaczy, Ale
To na pewno jakieœ œwiństwa.

To skandaliczne (proszę pana), Ale
Wie Pan…Ja
Kiedyœ lubiłam Gałczyńskiego. Nawet
Wiem, Że poeta Przyboœ (Julian) kochał
Swojš maturzystkę I
Cały Cieszyn o tym grzmiał, Ale
Tego na lekcjach polskiego Nie
Uczš, A
Szkoda, jak mawiał Gombrowicz:
„Przyboœ Wielkim Poetš Był”, Chociaż,
Napisał inny Poeta” „Nie WchodŸ Przyboœ Do
Œwištyni Poezji”
A pan? Podobno też pisze wiersze?
Ale mnie to wcale nie bawi-
Pan nie wie Kto to Michel Jackson,
Britney Speers a nawet Lady Pank.
Żegnam Pana ozięble Z
Domieszkš ironii.
Chyba wyrażam się jasno! Mam nadzieję, Że
Nie narobiłam ortograficznych „byków”
Słowa proste jak drut, sprawa oczywista-
Jesteœ wapniak (Pan).

A co do ortografii – To przed wysłaniem
Sprawdzę w słowniku!

4.
Jednak przyszłam do Ciebie Panie
„doktorze”
Dziwię się Sama.

Wypiliœmy jeden kieliszek wina, Ale
To nie to spowodowało pożar krwi?
Ty? Może,
Kiedy cytowałeœ Majakowskiego,
„List do Marii”, byłam zaskoczona.
Wojujšcy rewolucjonista A
Jaka subtelnoœć słów. Wtedy
Zdecydowałam – TAK.

Oczywiœcie Na
Dziœ, no może jeszcze Na
Jutro, I nie potrafię sobie wytłumaczyć
Siebie…

Ekstaza emocji, wspólnie odczuwalny Czas,
Przepraszam, to zbyt naiwnie brzmi, Ale
To chyba normalne oddać się
MężczyŸnie, choć jest lekarzem?

Powiedziałeœ – jesteœ głupiutka…
To prawda. A
PóŸniej? Potem zatrzymywaliœmy oddech,
Dotykaliœmy skóry, włosów, ust, I
Było Nam bardzo dobrze. A

Co do innych kobiet? Nie, nie musisz
Zaprzeczać. Dziwne, Ale
Nie odczuwałam zazdroœci, nawet smutku.
Cieszę się Tym co było, I
To się liczy, chociaż Na
Krótko.
Jest wczesny ranek, wychodzę mimo, Że
Œpisz, mówi się trudno. List zostawiam Przed
Lustrem. Może kiedyœ zadzwonię – wzięłam
Wizytówkę, Ale
Za bardzo na to nie licz. PA.

5
O pištej Nad ranem Gdy
Zimno I

Wiatr między udami się
Rozszeleœcił, a W
Sploty włosów uwikłały się Palce
Powiedziałeœ;

Możesz oderwać częœć Nocy Z
Marzeń – Ale
Nie warto. Jeszcze moment A
Powtórzysz wszystkie słowa œwiata W
Jednym scalone brzmieniu:

M I Ł O Œ Ć!
…miłoœć?
Przemyœl To!
( z tomiku „ Helskie Listopady ” )


1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (2 votes, average: 4,00 out of 5)

Wiersz Erotyki - Zbigniew Jabłoński