Polska poezja

Wiersze po polsku


Wiersz Ogród w Twickenham

Struty własnym wzdychaniem i zalany łzami,
Tutaj przychodzę i tu się sposobię, Aby oczyma chłonąć i uszami Balsamy wiosny, w każdej skuteczne chorobie;
Lecz, zdrajca własny, przynoszę też w sobie Miłość, tego pająka, co mannę przemienia
W żółć; i ażeby dopełnić złudzenia, Że ogród, w którym takie czekają rozkosze,
To raj prawdziwy – węża w duszy swej przynoszę.
Lepiej mi było, kiedy mrok zimy surowej
Przyćmiewał ogród ten nazbyt uroczy, Gdy mróz na drzewa nakładał okowy, Tak iż nie mogły śmiać się ze mnie w żywe oczy;
Lecz dziś, gdy wiosna nieznośnie się droczy Z miłością, której nie chcę wyprzeć się przed nikim,
Zrób mnie, Miłości, nieczułym składnikiem Ogrodu: mandragorą, która jęczy w ziemi,
Lub fontanną, płaczącą łzami źródlanemi.
Do flakonów z kryształu zbierzcie, kochankowie,
Łzy moje, które są miłości winem, A smak łez waszych bogdanek wam powie, Że wszystkie łzy prócz moich fałszywym są płynem;
Kto łzy nazywa świadectwem jedynem Duszy kobiety, ten jak gdyby z cienia
Próbował zgadnąć barwę jej odzienia. O, płci przewrotna, w której ni jednego serca
Wiernego – prócz tej, której wierność mnie uśmierca. Przełożył
Stanisław Barańczak


Wiersz Ogród w Twickenham - John Donne
 »