Polska poezja

Wiersze po polsku

Wiersz Pewnemu tyranowi

Bywał tu niegdyś: jeszcze nie w bryczesach –

W palcie flauszowym. Czesał się pod górę.

Później bywalców kawiarni wyczesał

Aresztem i tak wykończył kulturę,

Mszcząc się jak gdyby (nie na tych denatach,

Lecz na Epoce) za pustki w kieszeniach,

Nudę, złą kawę i upokorzenia,

Jakich doznawał, gdy przegrywał w skata.

Epoka jakoś przełknęła tę zemstę.

Dzisiaj tu pełno, śmiech, krzeseł szuranie,

Muzyka z płyt. Lecz nim się zajmie miejsce,

Coś korci, by się obejrzeć przez ramię.

Wszystko plastikiem i niklem pokryto,

Ciastka smakują bromkiem sodu. Ale

Czasami, tuż przed zamknięciem lokalu,

Wstąpi z teatru on sam – incognito.

Gdy wchodzi, wszyscy już na baczność stoją.

Jedni – służbowo, a drudzy – ze szczęścia.

On krótkim ruchem od napięstka

Daje znak, że im nie chce psuć nastroju.

Popija lepszą, niż przed laty, kawę

I, zagłębiony w fotel, je rogalik,

Który tak smaczny jest, że martwym nawet

Byłby smakował, gdyby zmartwychwstali.

Styczeń 1972

(Przekład – Stanisław Barańczak)

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (No Ratings Yet)
Loading...

Wiersz Pewnemu tyranowi - Josif Brodski