Wiersz Przebudzenie

Kiedy opadła groza pogasły reflektory

Odkryliśmy że jesteśmy na śmietniku w bardzo dziwnych pozach

Jedni z wyciągniętą szyją

Drudzy z otwartymi ustami z których sączyła się jeszcze ojczyzna

Inni z pięścią przyciśnięta do oczu

Skurczeni emfatycznie patetycznie wyprężeni

W rękach mieliśmy kawałki blachy i kości

(światło reflektorów przemieniało je w symbole)

Ale teraz to były tylko kości i blacha

Nie mieliśmy dokąd odejść zostaliśmy na śmietniku

Zrobiliśmy porządek

Kości i blachę oddaliśmy do archiwum

Słuchaliśmy szczebiotania tramwajów jaskółczego głosu fabryki

I nowe życie słało się nam pod nogi

Wiersz Przebudzenie