Polska poezja

Wiersze po polsku


Wiersz Narodziny Afrodyty

Złocisty to był dzień. Błękitne zadumanie

Objęło cały świat. Na modrym oceanie

Słoneczny zasnął blask. Na ziemi i na niebie

Cisza zdawała się wsłuchiwać sama w siebie.

Omdlewał w okrąg świat od światła i gorąca,

Różany płonął kwiat, srebrniała lilia drżąca,

Nad cichą, modrą toń nieskończonego morza

Płynęła kwiatów woń, jak lutni dźwięk, w przestworza.

Wtem – jakby zwiewny rój motyli skrzydłem drżącem

Potrącił śpiący blask i śpiącą głąb pod słońcem:

Zadrgała senność sfer i kwiaty zaszeptały,

Niepokój jakiś świat ogarnął nagle cały,

Oczekiwanie – – cud jakiś się dziwny iści – –

Z błękitno-złotych wód, z zielono-złotych liści

Dźwięczący wybiegł szmer, lękliwy i radosny,

Zadrgała senność sfer, jak w narodziny wiosny.

I ze srebrzystych pian, co w słońcu nieruchomie

W tęczach świetlanych skier leżą na wód ogromie,

Wśród blasku, ciepła, mgieł złocistych, z wód kryształu

Nagi niewieści kształt wynurza się pomału – –

Zdumienie zdjęło świat: przejrzyste milkną sfery,

Drżeć przestał róży kwiat, liliowe ścichły szmery,

Jakby zaklęta woń stanęła skrysztalona,

I w zadziwieniu w toń spojrzała nieb opona.

A ze srebrzystych pian Afrodis wyszła biała

I naprzód słońcu swój promienny uśmiech słała,

Potem przez modrą głąb powoli szła ku ziemi,

Znacząc swej drogi ślad kroplami świetlistemi,

I boski uśmiech śle niebiosom, lądom, wodzie,

A świat dziwował się przecudnej jej urodzie,

Blask ją osuszać biegł, woń obcierała z rosy,

U nóg jej śnieżnych legł ocean modrowłosy.

A ona w słońcu swe suszyła ciało białe,

Zefiry pieszczą ją z rozkoszy oszalałe,

Ślizgają się od stóp po nogach jej do łona,

Całują piersi jej i szyję, i ramiona,

Spijają perły pian z jej zagięć i lubieżne,

W lotny okrążą tan jej uda smukłe, śnieżne,

Z wolna się suną wzdłuż jej pełnych biódr, a potem

Ku ustom z wonią róż wzlatują nagłym wzlotem.

Muskają włosy jej złociste, miękkie, śliczne,

Złocisty szafir ócz owieją balsamiczne

I omdlewając już do stóp jej kornie padną…

A ona rękę swą podniosła światowładną

I naga stała tam, a dziwna jej potęga

Aż do Hadesu bram nieprzekroczonych sięga

I zadrżał wszechświat w krąg, bo z morskich głębokości

Sprawczyni wyszła mąk najsroższych dla ludzkości.


Wiersz Narodziny Afrodyty - Kazimierz Przerwa-Tetmajer