Polska poezja

Wiersze po polsku


Wiersz Armstrong – Kolumb Księżyca

I nie ma miecza – i nie ma topora;
Świąteczna to pora.

Noc zażegnano – więc zmierzch się kołysze;
Posnęły dzieci ściszone haszyszem;

Bo dzieci spały, żony grubiały,
Błądzą po sieniach mężowskie zawały;

I nie ma miecza – i nie ma topora;
Świąteczna to pora.

Ktoś pośród zmierzchu przebudził się, krzyknął;
Dźwignęli się powieki, westchnęli: „jak brzydko”!

Bo już za zmierzchem dzwonili mleczarze,
Pryskali mlekiem w kapryszące twarze.

Panny wleciały w kryształowe lustra,
We krwi gołębie opłukały usta.

I nie ma miecza – i nie ma topora;
Świąteczna to pora.

Karnawał w pełni. Idą maski szczurze;
Wloką trupa bachantki z fryzjerem na sznurze;

Tuż zakon nudystów, ten fraucymer łysy,
Macza w posoce woskowe penisy,

W świątyniach kupcy sprzedają na słoje
Kurewki w occie i w dziegciu playboye…

Dość. Śniegi za nimi Cała skała śniegu.
Tak jakbyto za nas czoło schylił biegun

I noc przywrócił. I w słupach powagi
Odkrył glob blady, od nas wszystkich nagi.

Gdzie jeden człowiek schyla się uczenie.
Podbija gwiazdy, a zbiera kamienie –

I nie ma miecza – i nie ma topora;
Świąteczna to pora.


Wiersz Armstrong – Kolumb Księżyca - Stanisław Grochowiak