Polska poezja

Wiersze po polsku


Wiersz Śmierć i spółka

Śmierć i spółka
Dwaj, naturalnie, że jest ich dwóch
To mi się wydaje oczywiste –
Jeden z nich nie patrzy nigdy w górę, jego oczy zakryte
Wyłupiaste jak u Blake’a,

Znamiona jego są znakiem handlowym –
Blizna od sparzenia wodą,
Naga
Śniedź kondora.
Jestem dla niego świeżym mięsem. Jego dziób

Klekocze: Nie jestem jeszcze jego.
Mówi mi jak bardzo źle wychodzę na zdjęciu.
Mówi mi jak miło
Wyglądają niemowlęta w swoich szpitalnych
Lodówkach, ze skromną

Falbanką wokół szyi,
Potem z jońskimi fałdami
Ich całunów,
Na koniec dwie małe nóżki
Nie uśmiecha się, nie pali papierosa.

Za to ten drugi właśnie to robi
Jego włosy są długie i nienaganne.
Bastard
Masturbujący odblask,
Chce być kochany.
Nawet nie drgnął.
Mróz maluje kwiat,
Rosa tworzy gwiazdy,

Umarły dzwon,
Umarły dzwon

Wiersz Śmierć i spółka - Sylvia Plath