Polska poezja

Wiersze po polsku


Wiersz “W mroku gwiazd”



Jam ciemny jest wśród wichrów płomień boży,

lecący z jękiem w dal – jak głuchy dzwon północy –

ja w mrokach gór zapalam czerwień zorzy

iskrą mych bólów, gwiazdą mej bezmocy.

Ja komet król – a duch się we mnie wichrzy

jak pył pustyni w zwiewną piramidę –

ja piorun burz – a od grobowca cichszy

mogił swych kryję trupiość i ohydę.

Ja – otchłań tęcz – a płakałbym nad sobą

jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach –

jam blask wulkanów – a w błotnych nizinach

idę, jak pogrzeb, z nudą i żałobą.

Na harfach morze gra – kłębi się rajów pożoga –

i słońce – mój wróg słońce! wschodzi wielbiąc Boga.

* * *

W mym sercu baśni o jutrzence

i fantastyczne kwiaty szronu ;

w mym sercu jakby echo dzwonu ;

w mym sercu zakrwawione ręce

grają na strunach miesiąca

odwieczny ciemny

hymn.

Schodzę w labirynt podziemny –

u stóp mych morze się roztrąca.

* * *

Wampir

Modlą się duchy ciemnych wód –

modli się serce krwawe.

W wnętrznościach mogił szlocha lud

i szlocha serce krwawe.

Armat spiżowych tętni grzmot

i tętni serce krwawe.

Bagnety pełzną pijanych rot

i pełznie serce krwawe.

Zadrgały bruki rżniętych miast –

zadrgało serce krwawe.

Wampiry gaszą wieczność gwiazd

i gaszą serce krwawe.

Zhańbione ciała – pusty dwór –

zhańbione serce krwawe.

Wtem tryumfalnie zapiał kur –

i pękło serce krwawe. ”

* * *

Stanąć tak nad morzem

z chmur kłębami na dnie

i w głąb niemą rzucać

jarzące klejnoty…

I pod jej pałacem

oprzeć skroń na murach

i wyrzec się – wyrzec

duszy swej na wieki…

I żagiel rozwinąć,

kiedy burza wyje

i mknąć ponad góry

i spadać – i płynąć…

* * *

Wśród czarnych mórz

ogień w rubinie –

widzę w głębinie

Śniącą o wędrówce dusz.

Migocą żarze

na grobowcach gór –

płonęły nam twarze

miłością znad chmur.

Słońce z gór wezgłowia

kładło cień po cieniu –

wśród ludzkiego mrowia

zostałem w milczeniu.

Ach, dobrze – już mrok –

na chmurach popioły –

widzę Boga wzrok –

gdy strącił Anioły.

* * *

O nocy cicha, nocy błękitna

u stóp Twych leżę, całując Cię –

warkoczy Twoich gąszcz aksamitna

po wzgórzach gwiezdnych w niebo się pnie.

Srebrzą się stawy, szumią potoki

i tylko serce w płomieniu burz –

idę w puszcz leśnych ciemne wyroki –

nocy błękitna – żegnam Cię już.

* * *

Noc – kryształ czarny. Iskrzą się gwiazdy nad borem.

Jeszcze mam obraz Twój w sercu mem smutnem i chorem.

Pociąg mię niesie w dal ku morzom, gdzie wszystko utonie –

i wtedy pójdę ku wam, o gwiazd plejado, Orionie!

* * *

Na maszcie moim Wega się żarzy –

a na dnie zimna puszcza korali –

fala wyjąca dziko się żali,

jak widmo tęskne umarłej twarzy.

* * *

Nokturn

Las płaczących brzóz

śniegiem osypany,

pościnał mi mróz

moje tulipany.

Leży u mych stóp

konająca mewa –

patrzą na jej trup

zamyślone drzewa.

Śniegiem zmywam krew,

lecz jej nic nie zgłuszy –

słyszę dziwny śpiew

w czarnym zamku duszy.

* * *

Oto mej duszy świątynia – z czarnych, jak miłość, marmurów,

gdziem lud spiżowych posągów zaklął nad głębią rozpaczy.

Niech wicher morski gra, niech strąca lwów – Poskramiaczy

w płynny wulkanów żar – w ogniowy pałac Ahurów.

Tu napowietrzny most z bolesnych krwawych stygmatów

między górami na morzu, jakoby nici pajęcze –

i tu Cię będę niósł, jak chmura porwaną tęczę,

na ten najwyższy cypl – w zorzy polarnej dwóch światów.

I Tobie oddam regiony, co w skalnych zboczach mej duszy,

jak ametysty lśnią : sny prerie : sny jak miesiąc w borze,

i tę ścieżynę modlitwy, którą szedł Chrystus raz w mroku.

A dla mnie to bezbrzeżne kraterów gasnących morze,

upiory świateł, wieczność, której już nic nie poruszy –

chyba ten Bóg – co przyszedł mię potępić – w Twoim wzroku.

* * *

Zahuczał wicher – wicher jesienny

nad moim sercem – sercem tułaczem –

i Anioł senny – Anioł Gehenny

już mnie powitał – powitał płaczem.

* * *

Nade mną leci w szafir morza

obłok, pojony mlekiem gór –

nade mną śpiewa ptaków chór –

motyl, kochanek lilij łoża…

A ja pod mrokiem łzy – kamienia

sączę swój ciemny jad –

lecz śmiać się będę z przerażenia

tego, kto zerwie kwiat.

* * *

Migocą złote pomarańcze

w odludnym czarnym salonie –

Ty upiór – rządzisz na tronie –

z miesiącem wchodzę ja – i tańczę.

Splecione kobry nad róż misą

nurzają jady w kryształ czarek –

wśród maurytańskich kolumn Wareg

mieczem wskazuje tam gdzie lwy są.

Miłosne krwawe pomarańcze

w letargu śniącej czarnej Diany –

o jęku, tylko raz słyszany!

Z miesiącem wszedłem tu i tańczę.



1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (No Ratings Yet)
Loading...

Wiersz “W mroku gwiazd” - Tadeusz Miciński
«