Polska poezja

Wiersze po polsku


Wiersz Bajka o dżumie

W lecie spał raz parobek na stogu siana. Przy stogu była drabina. Wszędy, jak makiem zasiał – śmiertelna cisza.

Po świecie grasowała dżuma, a gdy ona świat nawiedzi, nawet koguty nie pieją i psy ujadać przestają.

Chyba że je drażnić zacznie, to psy natenczas warczą i przeraźliwie skowyczą.

Miesiąc świecił nad pustkowiem, gdzie morówka bez mała wszystkich ludzi w pień wycięła, a parobek spał.

Aż tu naraz obudził go wark i skowyt. Wiadomo parobkowi, co to znaczy, w wielkim strachu przeciera oczy i patrzy:

Z daleka, z daleka, przez puste pola i zagrody, gdzie pomarli wszyscy ludzie, pędzi ku niemu ogromna niewiasta.

Włosy ma rozczochrane i cała w bieli. Za nią psy warczą i skowyczą.

Zastąpił jej drogę wysoki płot, a ona huź! przez niego i jednym susem skoczyła na drabinę, co stała przy onym sianie.

A że już była w bezpieczeństwie, tak ze szczebla nadstawiła im pięty, tym warczącym i skowyczącym psom, i nic innego nie mówi, ino, drażniąc, jednym ciągiem woła:

– Na goga noga! Na goga noga!

Parobek, że się umierać lękał, długo się nie namyślał, tylko znienacka przewrócił drabinę, co stała przy sianie, i dżumę, nim się spostrzegła, strącił między tę warczącą i skowyczącą sforę.

Dżuma psom się wyrwała, pogroziła zemstą parobkowi, co się tak lękał śmierci, i znikła.

Nie umarł ci on parobek, ale przez całe życie nadstawiał nogę i nic innego przemówić nie mógł, tylko wołał jednym ciągiem:

– Na goga noga! Na goga noga!

Taką zemstę wywarła na nim morowa dziewica.

Wiersz Bajka o dżumie - Jan Kasprowicz