Polska poezja

Wiersze po polsku


Wiersz Złote rano

O złote, o bez ceny, o cudowne rano,

O łąko, malowana jasną dłonią słońca,

O wodo, pośród siwych głazów świetlejąca,

O chwilo, któraś nigdy nie była zrównaną!

Jako motyl prześliczny o rozwitej tęczy

Olbrzymich lotnych skrzydeł w powietrznym błękicie:

Ty, o ranku, wśród godzin tworzących me zycie

Lśnisz – na kształt gwiazdy w ciemnej Giewontu

Przełęczy.

Blas traw i błysk wysmukłych ponad nia badyli,

Fijoletowych kistek przewiewne przędziwo,

Złoconych o pierś wiatru pośmigłą i lśniwą;

Świetlistość szklanych kropel rosy, co sie pyli

Tu owdzie w baldachimie zielonym łopuchu;

Żółtych lelui kwiaty o błędnym uroku:

Wszystko to mam w pamięci, wszystko to mam w oku,

Zalęgło tam – trwa stale pośród życia ruchu…

Entuzjazm duszy… Dzieło słowa, które mówi

Wyższa nad poziom ludzi moc i obca jemu,

Moc obca równie złemu światu i dobremu,

Podobnie jak cud rzadko jawna człowiekowi.

Moc tryumfalnie wolna, wielka, nieskalana,

Podobna do orlicy nad dachem kościoła –

Módlcie się tam we wnętrzu! – – ona toczy koła

Dalej, wyżej, potężniej… Czarna życia ściana

Rozpęka się i kruszy, widok sie otwiera

Bez brzegu i bez końca, ty, o złote rano,

Jesteś mu matką, źródłem, dane sercu wiano

Tęsknoty do piękności, która nie umiera.


Wiersz Złote rano - Kazimierz Przerwa-Tetmajer
«