Polska poezja

Wiersze po polsku


Wiersz Nieodbyty Spacer

Czuję jak wątpisz we mnie;
kiedy śpię otwierasz przede mną świt
zaglądając pod poduszkę….
Wszystkie moje kłopoty leżą przy mnie senne i czuję,
jak budzą się z krzykiem przed czasem,
rzadko z milczącym śmiechem
na ustach.
Chciałbym zamknąć je w czterech ścianach,
wyjść z Tobą pod rękę na spacer
na wolny bezmiar łąki
gładząc Twoje oczy, scałowując mgłę z powiek,
tak jak oczyszcza się szlachetny kamień…

Bo iść przez życie najlepiej jest na przełaj,
nie na skróty;
tak jak wielcy traperzy u początków wieku, kiedy
widząc zaledwie majaczący przed sobą szczyt ukryty w chmurach
nie patrzyli w górę, lecz pod nogi,
nie cofali się nigdy do tyłu,
przeczuwając, że szlak jest najważniejszy.

Moja Droga była niebezpieczna i kręta, mogłem zawrócić
zagubić się w otchłani, stoczyć w przepaść…
Zostałem tu po to aby spotkać Ciebie,
trwałem w oczekiwaniu wielkiej niespodzianki –
zobaczyłem lśnienie na ostrzu dnia
i blask nocy.

Jestem silny, chociaż czasem nagły podmuch burzy
poraża chaosem myśli, a pułapki łatwowierności
toną w strugach
ulewnych wyrzutów sumienia.
Wiesz, że mówię prawdę –
wolę wiatr w oczy niż ciszę przed burzą.

18.10.05/17.01.09


Wiersz Nieodbyty Spacer - Leonard Kamiński Gabriel
«