Polska poezja

Wiersze po polsku


Wiersz Ulica Grabiszyńska

Lubię oszczędność
dlatego od strony cmentarza jestem
milcząca. Staram się istnieć
cichą mądrością moich zmarłych.
Dopiero teraz pogodzeni ze sobą i ze światem
żyją naprawdę. Kiedyś mijaliśmy się w roztargnieniu
a może w okamgnieniu goniąc za nienazwanym
I tylko tyle z nas zostało…
Jeszcze niedawno dumna ze swoich kominów,
hutniczych pieców, hal fabrycznych czułam się
niezbędnym mechanizmem w trybach historii.
Teraz została mi tylko pustka złamana w pół
reklamowymi billboardami.

Kiedy przygniatają mnie wspomnienia
sprzątam wnętrza wygasłych pieców; jak kustosz
abstrakcyjnej galerii usypuję w stosy
skrzepy kolorowych metali. To jak andrzejkowe wróżby;
byle dotrwać do pierwszego lub emerytury…
Kiedy spaliny zabierają mi oddech
schodzę na tlenoterapię do szpitala,
kładę się niepostrzeżenie na łóżku
i na „umarłego” wzbudzam współczucie okolicznych blokowisk.
Przy Pereca czuję jeszcze zetlały strach mieszkańców
przed łzawiącym gazem i nieruchome twarze ZOMO.
Pomiędzy zajezdnią autobusową i bunkrem
spisuję swój pamiętnik; łączę fakty wpleciona
w losy przypadkowych mieszkańców. Oderwana
od codziennej krzątaniny wysłuchuję z oddali
rozmów nocnych autobusów. Chyłkiem
przemykam po pasach
z postrzępioną reklamówką nadziei.
Tylko tyle mi zostało z mojej wolności; siadam
niepozornie w kącie stołówki dla bezdomnych
obserwując dawnych bohaterów walki o lepsze jutro.
Tak jak oni nie mam w sobie nic z wróżbity, nie znam
przyszłości. Od czasu do czasu podglądam w oknach
wiadomości ze świata; od lat te same – żadnego
zawieszenia broni…

Tak jak wy nie mam wyjścia – muszę wytrwać
w tym stanie; realia są zbyt skromne –
z żywymi albo umarłymi.
Z całym naszym bagażem do następnej próby.
Jeszcze cały nowy wiek przed nami…

15.05.2005/10.04.2008r

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (No Ratings Yet)
Loading...

Wiersz Ulica Grabiszyńska - Leonard Kamiński Gabriel
« 
 »