Polska poezja

Wiersze po polsku


Wiersz Noc Listopadowa – Scena 9

TEATRUM STANISŁAWA AUGUSTA

W Stanisławowskim parku, na ostrowie,
jest teatrum Króla Jegomości.
Ponad wodą na podium jest scena,
przeciw sceny półokrqgle dla gości.
Przeciw sceny na kamiennym otoczu
siedli w tronach wielcy tragikowie.
Co się kiedy na scenie tej dzieje,
patrzą oni, co dzieła tworzyli.
I tej nocy, gdy jesień się sili,
zeszedł księżyc w drzew suchych przeźroczu
i w tym dziwnym odblasku księżyca
sterczą rujny i w gruzach świątynie.
O północy, o dwunastej godzinie
przyszli ci, co w wojennym czynie
polegli, przyszli gromadą
i na stopniach na podium przysiedli,
oczekujący.

GENERAŁ GENDRE
Czas mnie, hej, Boże, czas
na tamten lepszy świat.
Słowianin ja, wasz brat,
ja był z wami niezgodny,
podłości spętany kajdanem,
tak ja dziś stanął za majdanem,
dziś do mnie złość nie ma przystępu,
ani zawiść, ani małość podła;
Boża mnie to ręka wywiodła.
Bracie w męce, podajże ty dłoń.

STANISŁAW POTOCKI
Precz! – Dusza się moja wzdryga.
Co ty za duch – ty mój wróg;
nie ten ci mój – co tobie Bóg.
Jakoż podam dłoń?

GENDRE
Ja widzę, iż ciebie pali skroń.
Tyś powalony mieczem padł – ?

POTOCKI
Własny zabijał mnie brat
i własny syn złorzeczył.
Przekleństwem mnie Bóg strącił, Kat.
Jemużem dziś władztwa przeczył;
jakoż mnie pchnął los w ten bój,
gdym chciał boju powstrzymać i ognie;
czylim wiedział, że zapęd mnie pognie
i połamie jak zbroję skruszałą,
a serce się ozwało
za późno. – O syny, o ojczyzno, o bracia!
Daleko wy ode mnie, daleko.
Już mnie glosy wieczyste wezwały
już tylko wołań mych echo
jękliwe w parku się błąka;
już mi czekać, bym rychło powiezion
był w miejsce spokoju, gdzie łąka
wiecznie kwitnąca; – –
a dusza jeszcze tęskniąca –
a serce, czego nie przebolało
żywe,
teraz się upomniało tęskliwe.

GENDRE
Wot tobie, duszo, upały,
a sercu mojemu mroźno,
czyli mój syn ostał się cały?
Syn jedynak – dziecina miłości –
czy mi jego też Boh pozazdrości?
Czyli on też będzie ojcu towarzyszem
i w uścisk obejmie szyję,
i pocałowaniem zmyje
z mych ust słowa trwogi, i lęki
wyżenie precz i wypije – ?
O dziecię, o synu jedyny!

POTOCKI
Jakież były moje ciężkie przewiny?
Giną z oczu, zanikają z myśli. –
Otośmy tu duchy przyśli,
rozkazem nieśmiertelnych wołani.

CHÓR POLEGŁYCH
Popłyniem polegli ku otchłani.

POTOCKI
Patrzę jeszcze w świat ten, jak zanika,
i wraz tracę z myśli, co się stało;
coraz giną moje czyny i błędy,
jeno spokojność dziwna wszędy.
Jakież były moje przewiny?
Za broń wzięły ojce i syny
i na się wzajem godziły
w zapamiętaniu, w obłędzie. –
O, jakożem stawał za sędzię
tym, co sprawiedliwie walczyli?
Zali sprawiedliwość i sąd
śmiertelnym nie największy błąd?

GENDRE
(wśród oczekujących poznał syna)
(przygarnia go ku sobie)
O, syn mój, poznaję cię, synu!
Tyżeś to koło mnie, dziecino?
Sięgałeś ręką wawrzynu,
aż Śmierć zadzwoniła godziną
wskazane dla ciebie piętno.
Będzie twa dola pamiętną.
Lecz któż tę pamięć zapłacze,
twoją dumę i wolę junacką?
Zapłakałby i sam Car, Kozacze,
że ty wmieszał się w tę bójkę lacką
i padł pierwszy, jako podcięty kłos żyta;
jako jabłoń, gdy w płatkach okwita
i ostrzejsze powieją nań zwieje,
tak ty spadł, jak ten okwit, co mdleje.
I z ojcem, przy ojcowej piersi,
razem na tamten raj idziem najpierwsi.
Cóż nas czeka? Pójdziem ku otchłani,
przez piekielne pustynie gnani?
O, gdzieżeś, pokoju wieczysty?
Kraj mamy przegonić ognisty – – – ?

SYN GENDRE
Ach, ojcze, łzy cudze palą.
Łzy cudze na twarz mą upadły
i przez to lica syna twojego pobladły,
bo trwogą zjęty i strachem,
że te łzy zaciążą przed Bogiem,
bo ja zabójca był w tej wojnie z Lachem.

GENDRE
Synu, zabijałeś w obronie!

SYN GENDRE
Jakoż nie mieli walczyć,
gdy okręt i łódź ich tonie;
widno ognie i żar wrzał w ich łonie.
A ja byłem pośród nich przeklęty
i miecz mój, i moja dola,
i szedłem z tą klątwą do pola,
i padłem jako kłos zżęty.
Snadź Boża była ta wola.
Pójdziem, ojcze jedyny, w kąt święty,
kędy Cary będą nasi ojce,
gdzie wszyscy równi i bliscy,
i ci górni, i wyniośli, i niscy,
kędy będziem rówieśni mołojce,
śród kwiecia, pośród uroków.
Rzucamy ten kraj mętów i mroków
i dusze oczyścim winni,
i będziem za łaską Bożą,
jako są czyści i niewinni,
gdy przeminie czas piekieł niewoli.
Ach, ojcze – – – !

GENDRE
Coć jest, duszo-synu?

SYN GENDRE
Serce boli,
żem nie kochał – skorom był tam żywy,
a mogłem być kochaniem szczęśliwy.
Żem był, ojcze, dla wielu ohydą
i iż nienawidzili mnie.
Więc, jak widzę ich, że teraz idą
razem ze mną i z nami, kędy przeznaczenie,
to mnie ściska ból serce i duszę,
i dumę moją dawną,
i dawną pychę marną kruszę,
i chciałbym uzyskać przebaczenie.

GENDRE
Śpij, uśnij, dziecino-synu.
Śpij w wieńcu złotym wawrzynu;
położy-ć go dłoń Boska w dań.
Upadłeś jako pierwsza brań.

SYN GENDRE
Tak tęsknię, ojcze, do świtu,
do jasnego, czystego błękitu;
bodaj zeszła ta trwóg pełna noc. –
Któż to może? – Kto to jest ten Bóg,
co posiada nieśmiertelną moc
przegonić precz ciemnie i mgły
i sprowadzić pogodą kwietne sny,
i powieść nas w jasność i światłość dróg?

GENDRE
O synu, przeklął nas Bóg.
O synu, nie pytaj starego,
ileć ręce zdziałały złego,
ilekroć ciebie pchnęły ku czemu,
i duszę skalały młodą.
Teraz nas wichry powiodą
w noc jeszcze większą i groźną.
O, czujesz, jak wieją mroźno?

SYN GENDRE
O, nic to, ojcze, te mrozy,
jeno łzy te bratnie i siostrzane;
tych straszną, palącą ranę
czuję –
ta rana wskroś duszę dojmuje
i jakby ukaźne łozy,
zabija, męczy, katuje.
Te łzy, które oni płaczą –
o, patrzaj – na nich – przeklęli. – – –

POTOCKI
Odwrócili się ode mnie Anieli.
O, kędyż jasne słońce?
Kędyż skrzydeł ich przedsłanne gońce?
Ostała przy nas noc i pustość strachu.

PALLAS
(wchodzi)
Kto tu się skarży?

CHÓR POLEGŁYCH
To my.

PALLAS
Kto wy?

CHÓR POLEGŁYCH
Spętane lwy.

PALLAS
Czyją wy ujęci ręką?

CHÓR POLEGŁYCH
Męką.

PALLAS
Kto was tu zaprzągł?

CHÓR POLEGŁYCH
Śmierć.

PALLAS
Wy padli, pierwszy łup. – –
A ty co za jeden? – Hej?

GENDRE
Trup.

PALLAS
A ty kto?

POTOCKI
Marny cień.

PALLAS
Wytniemy wszystkich w pień,
nim zejdzie dzień.
Przybędą towarzysze.
O, patrzajcie, tam w oddali, w pałacu,
poprzez wodne spojrzyjcie kryształy:
oto dom z kolumnami.
Tam Ares w okowach miłości.
Za chwilę Ares będzie z nami
i wszystko ponurzy we krwi.

GENDRE
Potrząsaj ty daremno twą żerdź;
przecz nie wiesz, ze Zews z ciebie drwi
i zapęd twój lwi
za czas się skończy?

PALLAS
Heu?

GENDRE
Przybył tu poseł gończy
i wężownicą potrząsał,
i cały świat, co się dąsał,
ujął w spokój – i skon zapowiedział,
a tyś, duchu wspaniały, nie wiedział,
ze my spokoju czekamy
i że do łodzi zejść mamy,
i płynąć na święte wody,
w wieczystą noc.

PALLAS
A ten młody?

GENDRE
Mój syn – nie budź – niech śpi.
Spokojność jemu oczy zawarła.
Calem bluźnił, że śmierć niezbłagana
żywot jemu w kras pełni wydarła,
aż oto szczęściem niezwodnym
ja ojciec sercem niegodnym
u łona go tulę na skon.

PALLAS
Kto idzie?

CHÓR POLEGŁYCH
Oto zwiastun – to on!

HERMES
(wchodzi)
Zbłąkane duchy – precz!

PALLAS
Zabieraj swoją właść.
Co mieli pierwsi paść
w ofiarnicy mężów,
tych masz – oto pozbawieni orężów.
Bierz ich jak swoją brań.

HERMES
Ty sama masz się oddalić.
Przynoszęć rozkazanie.

PALLAS
A czyjeż to przynosisz wołanie?

HERMES
Tyś ludy biegła rozpalić.
Oto ogniem spłonęło miasto.
Ares odebrał swą dań.
Wracaj, niewiasto!

PALLAS
Jako Ares wziął swoje wiano?
Zwycięstwa mu nie dano.

HERMES
A oto Ares we chwale
zwycięstwem cieszy się cale.

PALLAS
To złuda – to podstęp mój,
bym go miała dla mnie po niewoli.

HERMES
Jego już Zews nie zwoli. –

PALLAS
Podstęp!!!

HERMES
To twoja broń.
Zwołaj twoje duchy i zgon.
Kres twemu władztwu kładę.

PALLAS
Śmieszże ty mnie niweczyć przez zdradę?!

HERMES
„Pójdziesz i zniweczysz Palladę”
twój rodzic wyrzekł sam.
Zwołaj twe duchy i zgoń,
i pilnuj do olimpijskich bram
skądeś je zwołała.

PALLAS
Cóż pozostanie ludziom?

HERMES
Próżna chwała.
Będą walczyć, jako wydolą sami,
a ty wracaj z Egidą i duchami,
z tarczą twoją, bijącą płomieniami,
i dzidą, co wybija hasło.

PALLAS
Tam duchów tysiąc zawrzasło,
tam gore całe miasto.
Poczęli dzieło krwawe!
Mamże im odebrać Sławę?!

HERMES
Wracaj, niewiasto! –
Wężowy chylę splot.
(nachylił laski wężowej).

PALLAS
(schyla głowę)
Uznajęć, synu Mai.

HERMES
W lot!

PALLAS
(nawołuje)
Hej, Zewsowe orły, które pioruny niosą,
niechajże się w ciszę oddalą!
Niechajże polecą ku szczytom,
ku górnym Hymetu śniegom,
ku sinym nad Hymetem błękitom!
Hej, Zewsowe dziewy, siostry płomienolice,
przybieżajcie powrotne z lotów.
Oto czas się dopełnił obrotów
i Zews groźny wasze wyrzekł granice.
Ku mnie wy z dalekosiężnymi skrzydły.
Ku mnie wy, co dzierżycie Sławę.
Bojową poczynaliśmy wrzawę,
zapalone narodów ołtarze
i oto porzucić Sprawę
Zews nam każe!
Hej, do mnie, powrotne siostrzyce!
Hej, do mnie, do mnie, orlice!!

CHÓR POLEGŁYCH
(patrzą ku stronie pałacu)
Patrzaj, skrzydlate tam się chwieją,
w przedsionku nagły ruch.
Oneć słyszą i wracać nie śmieją.
Ku wodzie przygiął je słuch.

PALLAS
(nawołuje ku stronie pałacu)
Hej, siostry, siostry orlice,
rzucajcie płonący dom!
Hej, do mnie, do mnie sam!
Zwycięstwo wasze kłam!
Biegajcie, nim padnie grom.

CHÓR BOGINEK
(przylatuje od strony pałacu)
Wzywałaś, wzywasz – ?

PALLAS
Tak. –
Przysłany straszny znak,
wężowy splot.
Musimy, siostry, w lot
wracać. –

CHÓR BOGINEK
Kto każe nam – ?

PALLAS
Zews sam.

CHÓR BOGINEK
Rzucić wojenny miot – ?

PALLAS
Wracać.

CHÓR BOGINEK
Przecz Aresowa moc
połamie czar!?

PALLAS
Zwycięstwo wasze kłam!

CHÓR BOGINEK
Z naszej ręki Ares wziął dar
rozkazem twoim i wolą.

PALLAS
Wieńce Aresa niewolą.
Syt Sławy, zwycięstwa syt,
w gnuśności legł.
Zbudzi go straszny świt.
Pokąd go duch wasz strzegł,
Amorów wiązało pęto;
gdy ocknie się ze sennych larw,
gdy pojmie zdradę przeklętą,
gdy posłyszy jęk tych dziwnych harf
i trwogą zadrży niepojętą – – – ?

CHÓR BOGINEK
(przejęte trwogą)
Siostry – – – w lot, w noc!
Gaśnie już nasza moc,
już niedaleki świt.

PALLAS
Rozwińcie skrzydła, w drogę!
Widzicie tam szerzogę – ?

CHÓR BOGINEK
Mgły sine idą od pól,
wiatr ustał – drży po fali
kobierzec złotolistych szmat.

(W oddali na wodzie ukazuje się:)
ŁÓDŹ CHARONOWA
(płynąca powoli).

CHÓR BOGINEK
Ktoże to płynie z dali?

PALLAS
Ha! – Oto płynie łódź.

CHÓR BOGINEK
(poznając)
Człowiek podeszłych lat;
ogniem mu oko pionie.
Oto zwodzi łódź wielką przez tonie.

PALLAS
Dopełnion śmiertelny ból.
Oto Charon wiedzie im łódź
nieśmiertelną….

CHÓR POLEGŁYCH
O brodź Charonie, starcze brodź
przez fale, przez wody męt.
Wyzwolin nam przybliżasz czas.
O lituj nas, o lituj nas
w ohydzie ziemskich pęt.

POTOCKI
Czegom nie zaznał w ziemskiej doli,
pojmany w ognie pychy,
pojmany w ognie gniewu,
za tym stęsknione serce boli,
że wielki, a byłem lichy.
Więc płaczę żal,
gdy mam się brać
przez noce płynąć fal
na tamten świat.

CHÓR POLEGŁYCH
Słuchajcie, skarży się nasz brat.
Wtóruje jemu szept tych drzew
do żałosnego duszy śpiewu.
Snadź-że litują jego doli,
za czym stęsknione serce boli.
Był wielki pychą, lichy sercem,
a tymże samym jemu spłynąć
wód złotlistym kobiercem.

POTOCKI
Dałeś mi. Panie, wszystkie statki
i mnogie, mnogie włości
i w rzędzie pierwszych przed narodem
stawiłeś,
jednoś nie wszczepił w pierś litości,
żem się nie poczuł syn tej matki,
której pozgonne widzę dziatki,
jak ze mną idą bratnim chodem
w tę samą noc i toń, i mrok.
Czemużeś, Panie, zaćmił wzrok,
żem nie mógł zaznać szczęsnej chwili
i być z tych, którzy mnie zabili
i sławę szczytną wzięli?
Onychże męka zbrodni pali,
na mnie się winy ciężar wali,
żem szedł ich czynom wprzek.
O Panie, losów pęd tajemny;
przeznaczeń nieodmienny bieg.
Terazże mam w okrutnej skardze
zestąpić w czółno przewoźnika
na drogę do niezwrotnych rzek –
człowiek występny, człowiek ciemny – ?
Corazże pamięć już zanika. – –
O Panie, nie szczędź mi promyka,
daj słyszeć jeden śpiew litosny,
daj jeszcze słyszeć szept tych drzew.
Czy szemrzą – ? Jakaż cisza głucha – – ?
Ktoże to płynie mętem wód?
Lud-że tych dusz za włosiem słucha?
To bracia moi? – dusz ten lud?
We wodny zapatrzeni bród.

ŁÓDŹ CHARONOWA
(pojawia się bliżej płynąca).

CHÓR POLEGŁYCH
O bródź Charonie, starcze bródź
przez fale, przez wodny męt,
nieśmiertelności cichą łódź.
Wyzwolin nam przybliżasz czas.
O lituj nas, o lituj nas
w ohydzie ziemskich pęt.

POTOCKI
(rozgląda się wśród ruin sceny)
Ojczyzna-że to moja w złomie?
Na moimże to skazy domie?
Pałac się sypie w gruz…
Dla mnie to już przekleństwo wieczne
i miecze bratnie obosieczne,
i łódź: śmiertelny mus – ?
Przebaczcie mi, przebaczcie mi,
rozpaczą żywię duch.
Oto się mój obłędny słuch
tych czepia drzew,
gdzie szumiał śpiew
niedawny na mój skon.
Gruzy koło mnie, spadły złom;
rozstąpił się ojczysty dom
i krew spłynęła z łon.

ŁÓDŹ CHARONOWA
(podpływa przed scenę Teatrum).

CHÓR POLEGŁYCH
O bródź Charonie, starcze brodź,
wyzwolin nam przybliżaj czas,
nieśmiertelności cichą łódź.
O lituj nas, o lituj nas
w ohydzie ziemskich złud.

HERMES
Skończony wasz i wczas, i trud,
pora zejść w Acheronu bród,
zapomnień na was zejdzie moc.
Do łodzi precz, precz w noc!
Powiodę was przez ciemnie dróg,
goniec stygijskich wód.

(wznosi wężownicę i zatacza nad głowami poległych)
Tym oto berłem tnę przestrzenie,
pod berłem drży podziemny świat
i moce zlękłe wszystkiej ziemi.
Spełnioneć wasze przeznaczenie,
żal próżen ziemskich strat.
Rzucajcie świat –
kędy was berła gest pożenię
wężami splecionemi!
Powiodę was przez ciemnie dróg,
w Acheronowy wwiodę bród,
jako wam losy znaczył Bóg.
Oto łódź czeka – zstąpcie w próg,
za świat – za świat – za świat!!

POLEGLI
(zstępują do łodzi).

HERMES
(wstępuje w łódź).

ŁÓDŹ CHARONOWA
(odpływa).

PALLAS
Igraszką byłam w ręku Boga
ja gwiazda, którą Bóg zapala.
Oto mię Jego głos powala,
że odejść muszę.

CHÓR BOGINEK
Cóż będzie z narodem?

PALLAS
Bez pomocy mej ostanie sam.
Zapaliłam w narodzie dusze,
skąpałam męże we krwi.

CHÓR BOGINEK
Ostawisz ich z ich krwawym głodem?!

PALLAS
Naród będzie walczył z narodem.
Dałam im szczęścia błysk przez chwilę.
Nieszczęść dopełnią sami,
gdy krokiem pójdą wstecz!
Siostry, w lot! – Wy ze skrzydłami, precz!!

BOGINIE
(na rozwiniętych skrzydłach)
(ulatują).

ŁÓDŹ CHARONOWA
(przepływa w oddali).


Wiersz Noc Listopadowa – Scena 9 - Stanisław Wyspiański