Polska poezja

Wiersze po polsku


Wiersz Opętany

XXXVII
Opętany

Kir przysłonił już słońce, I ciebie, mój cudzie,
Luno mojego życia! niechaj mrok oplecie;
Pal, albo marz – jak zechcesz; zapomnij o świecie
I całą duszą w smutku się zanurz, czy Nudzie.

Taką cię lubię! Gdybyś wolała dziś przecie,
Jak gwiazda po zaćmieniu, popłynąć ku złudzie
Szału – zajaśnieć blaskiem, gdzie się tłoczą ludzie:
Jak chcesz! Wyjdź z pochwy, błyśnij, prześliczny sztylecie!

Zapal swoje źrenice w kinkietów płomieniach,
Rozpalaj głuche ognie żądz w samczych spojrzeniach!
Wszystko od ciebie – rozkosz i cierpienie – lubię!

Czyń, jak chcesz, nocy czarna, jutrzenko różana;
Fibra w mej duszy każda woła rozełkana:
Ubóstwiam cię bezwolnie, drogi Belzebubie!

Tłum. Bohdan Wydżga


Wiersz Opętany - Charles Baudelaire