Polska poezja

Wiersze po polsku


Wiersz Cokolwiek o tym powiecie

Cokolwiek o tym powiecie,

Przed wami nie stanę bosy,

Pętlicy na kark nie zarzucę,

Nie myślę pójść do Kanosy.

Nigdym się nie rwał ku cnocie,

Grzechów spełniłem niemało –

Cóż robić? Wszak tylko z gliny

Bóg nam ulepił dało.

Częstom próbował się oprzeć

Na krokwiach dziadowskich ducha

Pokusa była za mocna,

Podpora moja za krucha.

Z wszystkich mi stron urągano:

„Raczże opatrzeć się, bracie!

Mróz, mówią, na psa przychodzi,

Mróz przyjdzie srogi i na cię.

Nim się spostrzeże twa pycha,

Pewnego wieczora czy rana,

Kostusia się zjawi z klepsydrą

I kosą, niezawołana.

Skurczysz się, skręcisz i chętnie

Staniesz przed nami bosy,

Pętlicę zarzucisz na szyję

I pójdziesz rad do Kanosy.

Jeno że będzie za późno!

Odpadniesz, jak puste plewy,

Jak gałąź zeschła, do ognia

Przez Pańskie rzucona gniewy”.

Nie troszczcie się o mą przyszłość,

Kraczące kruki wy lube!

Jużem-ci sam postanowił,

Aby odwrócić swą zgubę.

Gdy przyjdzie mróz na mą skórę,

Co juści wszystkich nas czeka,

Przywołam ze wsi ku sobie

Najnędzniejszego człowieka.

Dłoń mu uścisnę i powiem:

Chudobaśmy obaj, chudoba!

Nie skąp mi swojej miłości,

Nagrzeszyliśmy się oba.

A zaś stanąwszy przed Gazdą,

Ujrzawszy swojego Sędzię,

Przybywam – rzeknę – z nadzieją

I niechże będzie, co będzie.

Juhas-ci jestem pośledni,

Twój pastuch, Panie, lecz owiec

Możem Ci żadnych nie wypasł,

Cóż ze mną uczynisz? Powiedz!

Nie miałem w sobie pokory,

Nie chciałem nigdy bosy,

Pętlicę na kark zarzuciwszy,

Wędrować hen! do Kanosy.

Lichy jest ze mnie adwokat,

Lecz dla obrony, mój Boże,

Przytoczę, że tylko przed Tobą

Każdej się chwili ukorzę.

Bo i cóż robić, gdyś taką

Raczył nagodzić mi duszę,

Że, by pozbyła się Ciebie,

Żadną jej siłą nie zmuszę?

Dodam też jedno, jeżeli

Zbyt będzie lekka ma waga:

Kochałem najlichsze źdźbło trawy

I człeka, co z losem się zmaga.

Najmniejszy listek na drzewie,

Najmniejsza wody kropelka

Czci mojej były przedmiotem –

Tak Twoja władza jest wielka.

Gdybym nie wstydził się ludzi,

Choć ślepi są, głusi i niemi,

Publicznie bym ukląkł na widok

Najmniejszych pyłków ziemi.

Nie moja-ć w tym jest zasługa –

Jakiegoś stworzył mnie, Panie,

Takiego masz mnie! – a jednak

Snadź mi się krzywda, nie stanie.

Od Siebie mnie nie odtrącisz,

Choć tam ja nie chciałem bosy

Pętlicy zarzucać na szyję

I czołgać się do Kanosy.

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (No Ratings Yet)
Loading...

Wiersz Cokolwiek o tym powiecie - Jan Kasprowicz