Polska poezja

Wiersze po polsku


Wiersz Gdy broń dymiącą

Gdy broń dymiącą z dłoni wyjmę

I grzbiet jak pręt rozgrzany stygnie,

Niech mi nie kładą gwiazd na skronie

I pomnik niech nie staje przy mnie.

Bo przecież trzeba znów pokochać.

Palce mam – każdy czarną lufą,

Co zabić umie. – Teraz nimi

Grać trzeba, i to grać do słuchu.

Bo przecież trzeba znów miłować.

Oczy – granaty pełne śmierci,

A tu by trzeba w ludzi spojrzeć

I tak, by Boga dojrzeć w piersi.

Bo przecież trzeba czas przemienić,

A tutaj ciemna we mnie siła,

I trzeba blaskiem kazać ziemi,

By z sercem razem jak krew biła.

Wrócę, rzemieślnik skamieniały,

Pod dach rozległy jasnych pogód,

Do rzeźb swych – tych, co już się stały,

I tych, co stać się jeszcze mogą.

I dawne będą wzrok obracać –

Niezdarne słupy pełne burzy,

I te, których nie tknęła praca

Jak oddech niewidzialnej róży.

I pośród nich jakże ja stanę

Z garścią, co tylko strzelać umie,

Z wiarą, co śmiercią przeorana,

Z sercem, co nic już nie rozumie?

Ale jeżelim spalił młodość,

Jak palą kraje w wielkim hymnie,

To nie zapomni czas narodu,

A Bóg jak płomień stanie przy mnie.

I wtedy, wtedy liść mi każdy

Albo mi wróbel z nieba sfrunie

I jego głos – już głosem prawdy,

I poznam głos, poczuję: umiem.

I szmer ptaszęcy mi przypomni,

Że znałem miłość, i obudzi

Zdrętwiałe dłonie – jak łodygi,

I pocznę kwiaty, gwiazdy, ludzi,

I ziemię w morza szum przemienię,

I drzewa w zwierząt linie miękkie,

I wtedy spadnie mi na rękę

W pieśni odrosła – wierna ziemia.

9. III. 1944


Wiersz Gdy broń dymiącą - Krzysztof Kamil Baczyński