Polska poezja

Wiersze po polsku


Wiersz Lekcja obywatelska – do Maksymusa

Nie czujesz Maksymusie, że podzieliły nas nie
rzeki czy góry ale my sami. Zrobiliśmy
to bardziej perfekcyjnie niż natura.
Podzieliliśmy się Maksymusie tak jakby od zawsze
ten mur istniał między nami –
na silnych, słabych,
tych co mają, i tych, którzy
już nic mieć nie będą.
Skaczemy sobie do gardeł
bez żadnej przyczyny. Przestaliśmy
spoglądać w oczy prawdzie.
Tak jak posągi milczenie między nami rozbiło
szlachetność marmurów. Kłamstwa
swoją doskonałością zastąpiły
zasadę złotego podziału.

Staliśmy się bardziej osobni,
prawie klasyczni w swoim zadufaniu
i pewności siebie. Nie słuchamy bogów,
wyrocznie traktujemy tak lekko,
jak nic nie znaczący talizman. Nawet
mitologia nas opuściła
zamieniając się
w starą pomarszczoną kobietę.

To smutne Maksymusie, coraz więcej szkół,
uczniów i złotych myśli opanowała vulgata.
Klasyczne rytmy słów i sens
zdominowało pustosłowie, wyobraźnia
rozmywa się w powietrzu
pełnym przekleństw, i
ucieleśnionego chamstwa.

Nie wiem czy czujesz podobnie jak ja,
że czasy spokoju, porządku i prawdy
bezpowrotnie minęły.
Demagodzy coraz częściej
zasłaniają się dobrem człowieka,
a tłum ślepo wierzy w mityczne obrazy
wiecznej szczęśliwości. Przesłanie
epikurejczyków zastąpiła
międzypokoleniowa przepaść
stając się naszym dnem absolutnym.
Coraz łatwiej jest oszukać wyobraźnię,
przestajemy cytować przodków.

Każdy zaczyna od początku
swój osobny Złoty Wiek
jak kwestię w teatrze.
Strojąc miny do luster,
wykrzykując w niebo słowa
samozadowolenia.

Teraz Maksymusie czekam na sen.
Morfeusz siada z nami przy stole,
umarli przychodzą z własnymi krzesłami.
Zasiadamy wszyscy w kręgu
wpatrując się w nieokreślony punkt
na mapie świata. Milczymy
śledząc pustą o tej porze dal.

20.09.07/07.10.08


Wiersz Lekcja obywatelska – do Maksymusa - Leonard Kamiński Gabriel