Polska poezja

Wiersze po polsku


Wiersz Pogromca Cyganów

Dla Syna
król się nazywał
nie od Chrobrych
a tchórzliwych
targowych króli

autem po wsiach jeździł –
bukinista – zawsze z przyczepą
– mowy Stalina sprzedawał
Jesienina Wasilewską
Mandaliana na pamięć znał
Słowo o Jakubie Szeli
Mądry był Kliszkę całował
Szymborską spotkał

hajtnął się z Re – tą
Żydówką – za złe mu to
w mieście mieli ale ładna
sarna była że dokuczali więc
bił ją nie lubił i Żydów
i Cyganów Połosa starego
na drodze zderzakiem stuknął
zaklejał ludziom zamki i mówił
na onych dzieci ze sobą woził –
straszył że Romy małe dusze
w poetyczne jakieś pijane
odmieniają teścia zaraził
nienawiścią że potem nogę
Kulantemu złamali bo rzekomo
Cygan był ze śledczym do
województwa co tydzień jeździł
to i ze sprawy się wywinął

od składnicy się zaczęło – książki
wyniósł kłódkę urwał do taboru
podrzucił z mszałem od Niepokalanej
Panienki co pół roku wcześniej zaginął
Romy nie czytali to ludzie wiarę dali
naszli z milicją pobili tabor spalili
Kilku poszło siedzieć za Stalina

co z nim? wyniósł się nazwiska
nie zmienił bo króli wszędzie dużo
ludzie dalej Cyganów nie lubią – boją się
a niech się taki całowany przez Kliszkę
albo Tyma znajdzie

Wiersz Pogromca Cyganów - Matusz Sławomir