Wiersz Ziemia niedotrzymana

Światy nie mogą się dotykać, choć przenikają się i nieustannie
upodabniają do siebie. Bogów jest zaledwie kilku, płoną;
wystrzały skierowane w niebo nigdy nieba nie dosięgają jak i okrzyki,
w których zawarta jest nadzieja na lepiej, czyli na zwycięstwo.

Alicja pomiędzy dwiema warstwami szkła

kończy jak kilka much, pająk i pszczoła przed nią. I tu się odnalazłem,
na granicy, która do nikogo nie należy; a której wszyscy bronią,
obudzony, ale nie przebudzony w pełni, z fragmentami snu przyklejonymi
do zaszklonych oczu. Po krótkiej przerwie na inhalator i wreszcie – oddech

kontynuuję brnięcie w iluzję; wodę i pokarm.

Po jeszcze jednym dniu jest jeszcze jedna noc i jeszcze jeden dzień, i wiesz?
to ma koniec, choć nie ma przerw pomiędzy i wszystko dzieje się w biegu;
nawet wrastanie domu w kość, nawet wyciąganie tynku spomiędzy zębów,
noży ze skrzywionych pleców, kawałków obcej skóry spod paznokci.

Alicja pozwoliła się zgwałcić białemu królikowi.

Możesz to nazwać gwałtem z kapelusza, winna okazała się jej przykrótka
spódniczka; co za kurwa. Ale to już było. Teraz razem ze mną,
w okiennym prosektorium tkwi sucha i nieruchoma jak eksponat. I oglądają nas
z zewnątrz i z wewnątrz. Moje własne odbicie jest oczywiście niewyraźne

dlatego biorę tabletki przybliżające rzeczywistość.

Czy dokładnie wszystko zostało mi przepisane? Poszukiwanie odpowiedzi
trwa, odczytywanie recepty z włosa albo nasienia, cokolwiek zostało znalezione
jako pierwsze na miejscu zbrodni. Na granicy, która do nikogo nie należy;
a której wszyscy bronią, nikt nie stoi na straży mojego snu. A śni mi się koszmar-

ziemia obiecana gdzie zawsze będę coś musiał.

Wiersz Ziemia niedotrzymana