Wiersz “Padlina”

Padlina

Czy pamiętasz to, cośmy widzieli, jedyna
W ten piękny ranek, lata tchnienie:
U zakrętu ścieżki legła niecna padlina
Na łożu zasianym kamieniem

Jak lubieżnej kobiety zadarte jej nogi
Ciepła, poci się truciznami
Niedbale, cynicznie otwarła brzucha progi
Napełnionego wyziewami

Na tę zgniliznę słońce promieniało w górze
Jakby usmażyć pragnęło
I oddać stokrotnie wielkiej Naturze
Co w jedno złączyła dzieło

I niebo oglądało ten szkielet wspaniały
Co jak kwiat rozkwitał jaskrawy
Smród był wokół tak silny, że rysy Twe mdlały
Myślałaś, że padniesz na trawy

Muchy brzęczały na tym gnijącym brzuchu
Skąd uciekały oddziały czarne
Larw, które ciekły jakby w gęstej cieczy ruchu
Na te żyjące łachy marne

Jak fala wzbijało się to, opadało całe
Lub pieniąco się wznosiło
Można rzec, ciało niejasnym dechem nabrzmiałe
Mnożąc się w sobie, ożyło

I świat ten oddał przedziwnej muzyki brzmienie
Jak wiatr i woda bieżąca
Lub ziarno, które wiejacz rytmicznym rąk drżeniem
W opałce obraca i wstrząsa

Formy się zatarły, były widzeniem sennym
Powolnym szkicem, co wstał bez chęci
Na zapomnianym płótnie i które zmienny
Artysta kończy z pamięci

Niespokojna suka czyhała za skałami
Gniewnym nas okiem śledziła
Czekała na chwilę, gdy wyszarpie kłami
Ścierwa kęs, który puściła

A przecież będziesz podobna do tej brudów góry
Co rodzi strasznych zaraz wiele
Gwiazdo moich oczu, słońce mojej natury
Pasjo moja i mój aniele

Tak, taka będziesz kiedyś o wdzięków królowo
Po ostatnich sakramentach
Gdy zejdziesz pod tłusto kwietną trawę majową
By spleśnieć wśród kości zgięta

Wtedy, moja piękna, powiedz czerwii wojskom
Co będą Cię żarły w czułości
Że zachowałem formę i istotę Boską
Mojej zgniłej miłości

Wiersz “Padlina”